Zazdrość w świecie kobiet

Książka Zazdrość kobieca powstała wiele lat temu. Nie była związana ze światem biznesu, ale z odczuciami młodej dziewczyny, która obserwowała otaczającą rzeczywistość. Muszę przyznać, że pisała ją zupełnie inna osoba niż ta, którą dzisiaj jestem. Nie ja dzisiejsza, ale ja, której już dawno nie ma. Z uśmiechem czytam fragmenty książki, cytowane przez czasopisma, zastanawiając się, co ta młoda dziewczyna chciała przekazać światu.

Nie moje słownictwo, nie mój sposób wyrażania siebie. To jest w życiu piękne – ta zmiana człowieka i dojrzewanie kobiety. Wiele spraw się zmieniło, pozostało zamkniętych we wspomnieniach, niemniej sam temat pozostał w naszym życiu aktualny. Był, jest i będzie dopóki będzie istniał świat.  Od dawna nie zastanawiałam się nad zazdrością w moim dzisiejszym życiu, niemniej wiele osób pyta mnie o tą kwestię, więc postanowiłam jeszcze raz, z perspektywy dzisiejszej – pochylić się nad tematem.

Nie będę powtarzała tego, co zostało napisane w książce. Bo choć buntownicza i prosto podchodząca do wielu kwestii – pokazała szczerze problem zazdrości postrzegany przez młodą dziewczynę.

Czy moje życie w sposób czarodziejski oczyściło się z zazdrosnych osób w otoczeniu ? Myślę, że na pewno temat mocno się zmienił. Przede wszystkim żyje i funkcjonuje na co dzień w świecie, w którym ludzie realizują plany, marzenia i dzięki temu raczej sobie kibicujemy, a nie zazdrościmy. Żeby jednak dojść do tego momentu w życiu – trzeba było się mocno wysilić. Nic, co cenne, nie przychodzi za darmo i koszt tych marzeń znają wszyscy, którzy je osiągnęli.

Napiszę przekornie i troszkę prowokacyjnie. Naprawdę nie jest wielką sztuką urodzić dziecko – sztuką jest to dziecko mądrze wychować i jeszcze pozostać kobietą – aktywną, spełniającą także inne role poza rolą matki uwiązującej od siebie dzieci. Urodzenie dziecka to naturalna sprawa, nie wymaga wielkich planów, strategii – zakładając, że jesteśmy zdrowe . Oczywiście nie zapominam o naszym bólu i zmęczeniu – zakładamy, że wszystko to przeszło w sposób naturalny, bez komplikacji.  Realizacja jednak ambicji i marzeń zawodowych, kształcenie się, życie społeczne w połączeniu z mądrym macierzyństwem – to jest ogromna sztuka. Pogodzenie tego jest naprawdę trudne, niemniej możliwe.

Podam przykład, jaki spotkał mnie kilka miesięcy temu w pociągu Pendolino relacji Kraków – Warszawa. Siedziałam pisząc przy herbacie, kiedy przed moim stolikiem rozgrywały się bardzo ciekawe sceny. Dwie młode mamy. Dwoje małych dzieci. Wszystko jak najbardziej naturalne. Niestety – jedno z dzieci awanturowało się o kubek, z którego mama pije, rzucało łyżeczkami, wydając przy tym mocno podkręcone w decybelach dźwięki. W pewnej chwili łyżka wylądowała na moim stoliku. Co zrobiła młoda mama ? Zaczęła się śmiać, głaskać dziecko i uspokajać, jakby to w jego kierunku rzucano przedmiotami. Następnie oznajmiła rozwścieczonej latorośli : Pani nie ma dzieci, to sobie pracuje. Moją reakcją na większość tak fantastycznych zdarzeń najczęściej jest milczenie i naprawdę życzliwy uśmiech. Oddałam łyżkę i złapałam wzrok mamuś, które patrzyły na mnie jak na bezdzietną karierowiczkę, która musi docenić matki Polki rodzące społeczeństwu kolejne pokolenia.

Po pół godziny zdarzyła się okazja i nawiązałam rozmowę z mamami. Słysząc, że mam dwoje dużych już dzieci nie dowierzały, a w końcu oznajmiły : „ jak Pani to robi, zazdroszczę, ale mi by się nie chciało – wystarczy tych ciągłych zajęć. Pani to chyba miała dużo pomocy przy dzieciach, a my – proszę „.

Być może te słowa są w moim dzisiejszym życiu podsumowaniem zazdrości. Mi by się nie chciało. Pani pewnie ktoś pomógł, dał, Pani było w życiu łatwiej.  Dlatego ja nie robię nic, a Pani mogę z czystym sumieniem zazdrościć.

To już nie jest zazdrość toksyczna. To bardziej zazdrość w jakimś stopniu doceniająca, niemniej smutna. My, kobiety mamy ogromny potencjał i siłę. Możemy naprawdę wiele, jeżeli nie zazdrościmy sobie a współpracujemy. Jeżeli nie usprawiedliwiamy swoich słabości, nie stawiamy się w roli wiecznej ofiary na którą wpływ ma tylko otoczenie.  Nie – innym kobietom nie było łatwiej. Nie, mi też nikt nie pomógł przy dzieciach za darmo. Tak – sama wychowałam dwoje dzieci będąc po dwóch cięciach cesarskich i trzech innych operacjach. Tak – pisałam książki mając noworodka i dwuletnią córeczkę w domu. Tak – pracowałam i zakładałam firmę od podstaw. Tak – było mi trudno i płakałam nie jeden raz. Tak – miałam problemy, zmęczenie na granicy wytrzymałości i jedyne marzenie : przespać noc. Tak – było to wszystko potrzebne, ukształtowało mnie jako kobietę, doceniam każde to doświadczenie. Tak – zarabiam na swój poziom życia i daje mi to ogromną satysfakcję. Tak – jestem bardzo szczęśliwą kobietą. Czy można zazdrościć tego ostatniego stwierdzenia ? Tak – pod warunkiem, że zazdrości się także wcześniejszych. Nie – nie dojdziesz do punktu ostatniego bez przejścia punktów wcześniejszych.

Kilka słów o zazdrości w biznesie. Mogę powiedzieć, że doświadczam dziś bardziej wzajemnej motywacji, niż zazdrości. Być może nie skupiam się na niej, więc jej nie zauważam. Być może mam poczucie, że idę swoją własną drogą i nie zwracam uwagi na niekonstruktywne opinie innych – automatycznie nie widzę więc zazdrości. Być może człowiek przyciąga to, o czym myśli. Zastanawiając się nad tym tematem – bardziej współczuje młodym dziewczynom. My, osoby, które swoją drogę już w dużym dystansie przeszły i w mniejszym lub większym stopniu osiągnęły wymarzony sukces i spełnienie  – nie żyjemy porównując się z innymi. Owszem – doceniamy, motywujemy się wzajemnie, ale nie mamy czego zazdrościć – każda z nas już wie, że pracą można dojść do większości marzeń. Żyjemy, aby się rozwijać, cieszyć, budować dalsze relacje, projekty. Kiedy widzimy lub słyszymy opinie ewidentnie opierające się na zazdrości – po prostu je ignorujemy i nie wpływa to na naszą codzienność.

 

Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, iż najwięcej zazdrości generują osoby, które miały ambicje, ale nie miały odwagi, aby marzenia zrealizować. Takie osoby – chciałyby, więc czują się niespełnione i dlatego z goryczą wydają smutne opinie o innych. Są także osoby, które nie mają wiele, a dopingują, podziwiają. Nie zazdroszczą, ponieważ nie mają niespełnionych planów i marzeń. To co mają – daje im szczęście, bo więcej nie zakładały. Niestety niespełnienie marzeń i planów jest ciężkie z latami do zaakceptowania, ponieważ osoby, którym życie szybko przeleciało przez palce, a nie zmobilizowały się do osiągania swoich celów- naprawdę cierpią. Warto więc działać, a innymi motywować się, a nie toksycznie zazdrościć. Trzeba też pamiętać, że zazdrość nie szkodzi obiektowi zazdrości, a osobie, która zazdrości. To trucizna i nie warto jej sobie serwować.

Na koniec chciałabym napisać kilka słów o zazdrości w życiu dziewczynek, które w szkole naprawdę mają trudno. Dzisiejsze nastolatki wszędzie wokół widzą nienaturalne internetowe sukcesy, idealnie wystylizowane nastolatki, wielkie miłości w świecie wydaje się nieosiągalnym. Także chcą takiego życia,  a jeżeli nie mogą go osiągnąć, czują się gorsze. Porównują się do innych, szukają autorytetów. W tym wszystkim można się naprawdę zagubić mając naście lat i małe doświadczenie życiowe. W tym miejscu jest ogromna rola rodziców, a szczególnie Matek. Myślę, że Mamy mają wiele wkładu w poczucie wartości swoich córek i powinny jako pierwsze uczyć je kobiecej solidarności, a nie rozwijania zazdrości. Jeżeli matka ma wiele niespełnionych marzeń, także zawodowych – może realizować te kwestie w życiu własnej córki. A przecież każde dziecko jest osobnym człowiekiem, powinno mieć prawo do swoich marzeń, planów. Nie warto porównywać córki do innych dziewczynek, a tym bardziej nie mówić negatywnie o innych kobietach. Nie generować zazdrości, nie podsycać tego uczucia, które przecież jest w pewnym stopniu naturalne. Jeżeli pokażemy córce, że przy poczuciu zazdrości wobec koleżanki – powinna zastanowić się, co sama mogłaby rozwijać, w czym jest szczęśliwa i czuje się dobrze – zacznie ona uczucie zazdrości w zdrowy sposób przekuwać w motywację do działania, do poszukiwania siebie. Dzięki takiemu podejściu nie będzie skupiała się na sukcesach innych w sposób negatywny, a będzie dopingowała i doceniała wysiłek, jaki ktoś wkłada w rozwój swoich zainteresowań.

My, kobiety działające w biznesie mamy wielki obowiązek wychowywać szczęśliwe córki – nie zamknięte na rozwój, zazdrosne i nieszczęśliwe, ale córki otwarte, doceniające sukcesy innych i przede wszystkim współpracujące z kobietami. Mamy taki obowiązek z kilku powodów. Jako aktywne kobiety – mamy dużą świadomość i doświadczenie. Ta świadomość nie powinna być tylko nasza, ale warto ją przekazywać kolejnym pokoleniom.  Chcąc wspierać rozwój kobiecego biznesu – powinnyśmy nasze córki uczyć współpracy, a nie wyścigu szczurów, w którym jedno zwierzę biegnie szybciej widząc, że drugie przyspiesza.

Kobiety mają wielką moc, ale mają też wielkie emocje. Nauka opanowywania tych emocji jest bardzo ważna w życiu. Spokój, rozpoznawanie swoich uczuć – także zazdrości pozwala konstruktywnie, a nie instynktownie reagować.  Kiedy czujemy zazdrość – warto zapytać siebie, co to uczucie chce mi powiedzieć o samej sobie. Czego nie zrobiłam, a chciałabym. Czego nie zrealizowałam, skoro odczuwam frustrację i gniew wobec innych. Być może jeszcze mam na to czas, jeżeli włożę odpowiedni wysiłek ? Często słyszałam w życiu cyniczne wypowiedzi kobiet na temat ich koleżanek. Niby nie są to słowa niegrzeczne, niby nieszkodliwe, niemniej czuć w nich ukrytą złośliwość. Być może cyniczna wypowiedź o znajomej, której mąż „ zapewnia wszystko”  jest po prostu komunikatem, że także chciałam mieć taką sytuację, ale mi się nie udało ? Nie oznacza to jednak, że należy za to obmawiać znajomą, ale pomyśleć – jak swoje życie pokierować, aby nie czuć frustracji, jak zmienić swoją sytuację. To nie znajoma jest winna naszym pragnieniom, których nie spełniłyśmy. To my mamy klucz do naszego życia. Tylko my same. Warto wypowiadać się o innych kobietach dobrze, albo wcale. Warto czyścić własne emocje, aby przyciągać wspaniałe kobiety, dobre wydarzenia i szczęśliwe życie.

Czy będzie łatwo ? Nikt tego nie obiecał. Na pewno jednak działając – nie będziemy miały czasu na zazdrość, a rozwój sprawi, że nawet jeżeli coś nam nie wyjdzie – zaakceptujemy to i będziemy szczęśliwe, że próbowałyśmy.

Każdej z nas życzę otoczenia bez zazdrości i odwagi w realizacji marzeń, a naszym córkom mądrych Mam, które nauczą je współpracy i solidarności kobiecej.

Kobiecy biznes to wielka przyszłość, a eliminacja kobiecej zazdrości i nasze wzajemne wsparcie otwiera nam i naszym córkom cały świat do działania.

Zazdrość to wspaniały motor – do zastanowienia nad samą sobą. Oby nie kierować go na złe tory, a wykorzystać jako motywację do realizacji siebie.

Tego każdej z nas z całego serca życzę.

Autorka tekstu: Agnieszka Zydroń – felietonista, dziennikarz, autorka artykułów do prasy kobiecej a także 3 książek – „Zazdrość kobieca”(bestseller 2010 r.), „Życie na kredyt” (2011), „Dzień, który zmienił ich życie” (2013, wywiady z ofiarami wypadków na polskich drogach). Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego, kulturoznawca, rosjoznawca. Właścicielka firmy AGANT Domy z bali, www.agantbale.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.