We wrześniu 2025 roku odbyłam dwudziestą szóstą wyprawę humanitarną. Tym razem kierunek był dla mnie szczególnie ważny – pogranicze Myanmaru (Birmy) i Tajlandii. To właśnie tam od lat trwa dramat uchodźców, którzy musieli uciekać przed wojną, represjami i biedą.
Ta podróż nie byłaby możliwa bez Misuu Borit – birmańskiej liderki, którą poznałam w 2012 roku podczas programu mentoringowego Fortune Magazine/US State Department Global Mentoring Women’s Partnership w USA. Wtedy narodziła się przyjaźń, która trwa do dziś i otworzyła przede mną drzwi do świata ludzi walczących o demokrację, wolność i normalne życie.
Powrót do korzeni: moja historia z Birmą
Pierwszy raz odwiedziłam Birmę w 2012 roku, właśnie dzięki Misuu. Pojechałam nad jezioro Inle, by wesprzeć lokalne inicjatywy związane ze zdrowiem. Byłam też w 2015 roku – z kolejnym programem pomocowym.
Pamiętam również sytuację z Bangkoku, kiedy wraz z Misuu odwiedziłam zaprzyjaźnionego birmańskiego okulistę, który uległ poważnemu wypadkowi. W tajskim szpitalu przekazywałam mu instrukcje i pomoce rehabilitacyjne, a potem kontynuował leczenie w Rangunie. Moi znajomi rehabilitanci nagrywali dla niego filmiki z ćwiczeniami – to był przykład, jak nawet z daleka można podtrzymywać nadzieję i zdrowie.
Myanmar po 2021 roku – kraj w ruinie
W lutym 2021 roku armia przejęła władzę, obalając demokratycznie wybrany rząd. Aung San Suu Kyi i inni przywódcy zostali zatrzymani, a kraj pogrążył się w chaosie.
Od tamtej pory trwają brutalne represje wobec ludności. Wojsko bombarduje całe wsie, tysiące ludzi giną, setki tysięcy uciekają w góry i dżungle. Szkoły przestają działać, służba zdrowia praktycznie nie istnieje, a ceny jedzenia i paliwa szybują w górę.
Rodziny, takie jak Karenowie mieszkający na granicy z Tajlandią, muszą porzucać swoje pola ryżowe i uciekać przed nalotami. Ich dzieci nie chodzą już do szkoły – lekcje prowadzone są w ukryciu, w polowych warunkach, bez podręczników i bezpieczeństwa. Ci, którzy decydują się uciekać za granicę, trafiają do przepełnionych obozów uchodźców, gdzie brakuje jedzenia i pracy, ale przynajmniej nie słychać bomb.
Misuu również musiała opuścić kraj – z małym plecakiem, zostawiając rodzinne hotele, uczelnię hotelarską i dom nad Inle Lake. Cztery miesiące spędziła w dżungli, bez dachu nad głową, jedząc to, co udało się znaleźć. Potem przedostała się do Tajlandii, gdzie dziś, przy wsparciu ludzi dobrej woli, prowadzi farmę i mały hotel, organizuje pomoc uchodźcom i tworzy dla nich miejsca pracy.



Cel 1. Pierwsza pomoc i zdrowie w Thoo Mweh Khee Learning Center
Moim głównym zadaniem w tej wyprawie było prowadzenie zajęć z pierwszej pomocy dla uczniów birmańskich w Thoo Mweh Khee Learning Center w Phop Pra – szkole, w której uczy się aż 3400 dzieci i młodzieży.
Warunki, w jakich mieszkają uczniowie, są bardzo trudne: w barakach po 80 osób, z sanitariatami na zewnątrz. Część dojeżdża nawet 40 minut na skuterach lub busami spod granicy. A jednak ich determinacja, by się uczyć, jest ogromna – bo wiedzą, że edukacja to jedyna droga do lepszej przyszłości.
Prowadziłam tu kurs dla 22 młodych osób w wieku 17+, którzy przygotowują się do pracy jako paramedycy. Wspólnie ćwiczyliśmy resuscytację, opatrywanie ran, postępowanie przy oparzeniach, złamaniach, padaczce czy zakrztuszeniu. Przywiozłam z Polski fantomy, maseczki, zestawy ambu, bandaże i inne pomoce edukacyjne. Sprzęt ten pozostał w szkole, tworząc zalążek pracowni pierwszej pomocy.
Współpracowałam tam również z przychodnią działającą przy szkole, prowadzoną przez trzy pielęgniarki i lekarza. Tam również trafiła część darów medycznych. To miejsce przyjmuje nie tylko uczniów, ale też mieszkańców z okolicznych wiosek i uchodźców.
Cel 2. Sport dla pokoju i równości
Drugim filarem mojego projektu były zajęcia sportowe dla dziewcząt. W tradycyjnych społecznościach często to chłopcy mają pierwszeństwo do sportu, a dziewczyny są odsuwane. Chciałam to zmienić, pokazując, że aktywność fizyczna buduje siłę, pewność siebie i wspólnotę.
Dzięki wsparciu darczyńców udało się zakupić w Tajlandii i przewieźć z Polski sprzęt sportowy. Nie było łatwo – podczas odprawy celnej w Bangkoku urzędniczka długo mnie przepytywała, dlaczego przyjechałam i co przewożę. Wiele osób wolontaryjnych zawracano z granicy, ale mnie udało się przejść „na pewniaka” z czterema sztukami bagażu.
Zajęcia odbywały się mimo deszczu i błota – dziewczęta grały boso w siatkówkę i piłkę nożną, a chłopcy w tradycyjnego takrawa. Pod koniec zorganizowaliśmy zawody z medalami, pucharami i nagrodami. To była wielka radość – niektórzy uczniowie mówili, że pierwszy raz od lat mieli okazję uczestniczyć w prawdziwych zawodach sportowych.
Cel 3. Szpitale i centra rehabilitacyjne – życie na granicy możliwości
Podczas tej wyprawy miałam okazję odwiedzić kilka miejsc, które każdego dnia ratują życie i przywracają nadzieję mieszkańcom Myanmaru i uchodźcom w Tajlandii. Są to zarówno szpitale w Mae Sot, jak i małe centra rehabilitacyjne w Chiang Mai oraz ośrodki prowadzone po birmańskiej stronie granicy przez odważnych wolontariuszy.
W Mae Sot odwiedziłam Safe House, dom prowadzony przez młodą birmańską liderkę Mai. Trafiają tu chłopcy, którzy jako nastolatkowie zostali przymusowo wcieleni do armii, a potem uciekli. Bez dokumentów, bez edukacji, z traumą wojny – dostają rok, by nauczyć się języka tajskiego, podstawowych umiejętności i zawodu. Część uczy się online, inni jednocześnie uczą się zawodu, np. baristy. Nie mogą opuszczać domu, bo groziłoby im odesłanie do Myanmaru i surową karą.
Wspierałam ich kupując sprzęt edukacyjny (TV) i sportowy. Największą radość sprawiła im możliwość wspólnej gry w siatkówkę i takraw. Sport jest jednym z narzędzi leczenia traum i integracji.
W Mae Sot działa szpital, w którym leczeni są uchodźcy z Myanmaru. To tu trafiają osoby po amputacjach, urazach kręgosłupa czy z poważnymi obrażeniami wojennymi. Leczą tam rannych z frontu – często w dramatycznych warunkach, bez odpowiedniego sprzętu. Chirurdzy operują czasem na podstawie filmów instruktażowych z YouTube. Brakuje sprzętu, protez, stabilizatorów czy choćby bandaży. Rehabilitacja praktycznie nie istnieje. Spotkałam młodych ludzi po amputacjach, urazach kręgosłupa, a także niewidomego nastolatka, który stracił wzrok od odłamka.
W Chiang Mai odwiedziłam domy i małe centra rehabilitacyjne dla uchodźców z Myanmaru. Trafiają tu osoby po amputacjach, urazach kręgosłupa i kończyn, a także niewidomi czy ci, którzy stracili zdrowie w wyniku nalotów i min. Warunki są skromne – pacjenci śpią po dwóch–trzech w małych pokojach, czasami na materacach. Opiekę zapewniają głównie pielęgniarki, a zagraniczni wolontariusze przyjeżdżają tylko na krótkie okresy.
Tu poznałam lekarkę Phway i wolontariuszkę z UK Hannah, które prowadzą działania na rzecz zdrowia fizycznego i psychicznego uchodźców. Chcą stworzyć modelowe centrum rehabilitacyjne, które będzie można powielać w innych miejscach. Potrzebują wsparcia w przygotowaniu programu i kontaktów z zagranicznymi specjalistami. Obiecałam, że połączę je z polskimi ekspertami – lekarzami, psychologami i rehabilitantami – aby wspólnie wypracować narzędzia i metody pomocy.
Wiem, że to dopiero początek, ale każda konsultacja i pomoc to krok ku lepszej przyszłości.
Jednym z najbardziej poruszających spotkań było to z Tago i jego organizacją Dove KK. To ludzie, którzy każdego dnia ryzykują życie, działając bezpośrednio na terenach objętych walkami. Prowadzą przyfrontowy szpital, przychodnię i szkołę. Dzieci, które tam trafiają, często śpią w budynku szkoły, by uniknąć długiej i niebezpiecznej drogi przez las.
Dove KK organizuje także zajęcia edukacyjne i czas wolny dla najmłodszych, choć często oznacza to życie w skrajnie trudnych warunkach – z jedzeniem ograniczonym do ryżu i dostawami, które zamiast jazdy kilku godzin autem, trwają trzy dni marszu przez busz.
W szpitalu przyfrontowym pracuje chirurg i ortopeda. Operują w warunkach polowych – czasami, by przeprowadzić zabieg, posiłkują się filmami instruktażowymi na YouTube. Brakuje im narzędzi chirurgicznych, protez, środków opatrunkowych. Leczą rany po wybuchach min, odłamkach, a także poważne urazy głowy czy kręgosłupa. Wiele przypadków wymaga transportu do większych szpitali w Tajlandii, gdzie wykonuje się amputacje, przeszczepy skóry czy operacje neurochirurgiczne.
Jak mogę pomóc po powrocie do Polski
W tych wszystkich miejscach dostrzegam ogromne potrzeby, ale także ogromną determinację. Pomoc, jaką mogę zaoferować, to:
- łączenie specjalistów z Polski z lokalnymi liderami i pracownikami placówek – konsultacje psychologiczne, ortopedyczne, protetyczne, rehabilitacyjne;
- dostarczanie sprzętu i materiałów – protez, stabilizatorów, narzędzi chirurgicznych, pomocy rehabilitacyjnych;
- organizowanie wsparcia dla liderów takich jak Mai, Phway, Hannah czy Tago, którzy mimo braku zasobów budują miejsca, gdzie ludzie odzyskują nadzieję, wsparcie placówek edukacyjnych, które prowadzą – przekazanie pomocy szkolnych i sportowych;
- pomóc w sprzedaży produktów wytwarzanych przez Birmańczyków (ozdoby, ubrania).
Medycyna w obozach i przygranicznych klinikach to ratowanie życia z niczego – kawałkiem drewna zamiast ortezy, plastikową butelką zamiast gipsu, bandażami pranymi i używanymi ponownie.
Codziennie zadawano mi trudne pytania – „co zrobić, gdy bomba rozerwie część miednicy?”, „jak rehabilitować niewidomego nastolatka?”. Nie zawsze znam odpowiedź, ale wiem, kogo zapytać i jak zorganizować wsparcie. Wiem też, że każda proteza, bandaż czy rozmowa ze specjalistą może zmienić czyjeś życie.
A jednak ludzie, których spotkałam, mają w sobie niezwykłą siłę. To dla nich tam wracam myślami – jak pomóc bardziej? Każdy z nich jest świadectwem przetrwania – od chłopaka bez nóg, który wciąż marzy o nauce, po dziewczynkę, która milczy, ale dzięki wsparciu psychologicznemu powoli odzyskuje wiarę, że świat może być bezpieczny.
Cel 4. Kobiety i przedsiębiorczość
W Chiang Mai poznałam działalność Bamboo Family Cooperative – miejsca, które daje pracę uchodźcom z Myanmaru. To targ m.in. z birmańskimi produktami i ekologiczna farma. Uchodźcy sami produkują naturalne nawozy, hodują kurczaki, wytwarzają brykiety i materiały bambusowe.
Obok tego działa również Bamboo Nest, prowadzone przez Misuu – miejsce z pokojami gościnnymi i birmańską restauracją. To nie tylko źródło utrzymania dla wielu osób – Jej lojalnych współpracowników z Myanmar, ale także przestrzeń spotkań i wymiany kulturowej.
Dzięki zakupowi pompy solarnej uda się obniżyć koszty podlewania ogrodu i upraw o 200 USD miesięcznie – dla tej społeczności to ogromna kwota.
To także przestrzeń nadziei – miejsce, gdzie uchodźcy marzą o powrocie do ojczyzny i przygotowują się na moment, gdy kraj znów będzie wolny.
Wsparcie z Polski i osobiste refleksje
Jak zawsze, w mojej wyprawie pomagali ludzie dobrej woli z Polski. Dzięki nim mogłam przywieźć sprzęt sportowy, medyczny, rehabilitacyjny i finansować zakupy na miejscu. Ktoś zaopiekował się moimi kotami, ktoś inny zrobił zakupy do pustej lodówki przed powrotem – dzięki temu cała moja energia mogła zostać włożona w pomoc na miejscu.
Kiedy wracam, czasem czuję zmęczenie i brak sił – po pięćdziesiątce organizm szybciej się buntuje. Ale wiem, że moje doświadczenie, kontakty i zaufanie, jakim obdarzają mnie ci ludzie, przekładają się na realną zmianę. Każdy fantom, torba ratunkowa, apteczka I pomocy, każda proteza, zestaw bandaży, każda piłka, zestaw rakietek – to w Birmie i na pograniczu Tajlandii rzecz bezcenna.
Zakończenie
Wyprawa „Active and Ready. First Aid and Sport in Action” była kolejnym krokiem w mojej misji. Spotkałam młodych paramedyków, którzy już niedługo będą ratować życie; dziewczęta, które dzięki sportowi poczuły swoją siłę; byłych żołnierzy, którzy odzyskują dzieciństwo; lekarzy, którzy z niczego tworzą medycynę polową.
Wróciłam z poczuciem, że tam, gdzie świat się rozpada, najważniejsze są więzi, solidarność i wspólne działanie. Pomoc jest trudna, bywa niebezpieczna, ale daje sens. Bo nawet w cieniu wojny można zasiać ziarno pokoju.
Na zakończenie pragnę serdecznie podziękować wszystkim osobom i instytucjom, które przyczyniły się do realizacji mojej wyprawy i udzielenia pomocy uchodźcom birmańskim:
Respect Energy Holding
Fundacja Multis Multum
Sesderma Polska
Fundacja Medicover
Fundacja Rozwoju Społecznego Uskrzydlamy
Fundacja Samarytanka
Procardia Medical, Katarzyna Kołczewska
Kryształ, Jacek Stenzel
Yonex Polska
Łukasz Maciejewski
Katarzyna Piłat
QPharma Perskindol
Radio Trójka, Krzysztof Łoniewski
Anna Mierzwińska, i inni
Daria Mejnartowicz, dr n. o kf. w zakresie rehabilitacji ruchowej, AWF Warszawa, absolwentka studiów MBA dla Kadry Medycznej i magisterskich Marketing i Zarządzanie na Akademii Koźmińskiego, Podyplomowego Studium Wychowania Seksualnego, programów mentoringowych dla kobiet liderek z całego świata organizowanego przez fundację Hillary Clinton i Madelaine Albright, Departament Stanu USA i Fortune Magazine i Vital Voices Global Partnership, a także programu Open World, American Councils for International Development.
Za swoje zasługi Daria otrzymała liczne nominacje i wyróżnienia. W 2018 roku była nominowana do tytułu „Superbohaterki” przez magazyn „Wysokie Obcasy”. W tym samym roku magazyn „Why Story” nominował ją do tytułu „Kobieta Charyzmatyczna”. Daria znalazła się także w finałowej piątce Nagrody im. Rodowicza-Anody, przyznawanej przez Muzeum Powstania Warszawskiego dla „Powstańców Czasu Pokoju”. Otrzymała również nominacje do prestiżowej nagrody „CNN Hero 2018” przez Dolly Foundation z Ghany oraz do tytułu „Global Peace Ambassador” w USA. W 2020 roku była jedną z finalistek konkursu „Ambasador Polski” organizowanego przez KGHM i „Super Express”, a w 2023 roku nominowana przez „WP Kobieta” do tytułu „Wszechmocna Wśród Kobiet”.
W lipcu 2025 roku otrzymała z rąk Prezydenta RP Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (Polonia Restituta).


