Biznes depresji nie zrozumie? Najczęściej zamiatany problem w życiu firmy?

Biznes nie chce mieć nic wspólnego z depresją. Biznes nie rozumie depresji i co istotne, nie chce jej zrozumieć. Dlaczego? Ponieważ ta zdradliwa choroba podkopuje podwaliny silnego zarządcy, pełnego życia, gotowości do działania, poświęceń i wyrzeczeń człowieka sukcesu. Ostatnie dziesięciolecia przeniosły pracowników w tryby podporządkowane pracy, gdzie elementy takie jak czas wolny, rodzina, przyjaciele czy zwykły i potrzebny spokój ducha, zeszły na dalsze miejsce. Kult efektywnościowej maszyny do realizacji zadań i wyzwań spowodował, że depresja stała się chorobą powszechną, odbijająca się negatywnie w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Wypaleni żyjemy w poczuciu życiowej porażki i braku pozytywnych wizji przyszłości. Pandemia Covid-19 stała się katalizatorem negatywnych zjawisk, kumulujących stres i choroby psychiczne, rzutujące na całe nasze życie. Jak wpływa na biznes?

Dlaczego straciliśmy kontrolę?

Można pokusić się o stwierdzenie, że takie są koszty postępu i cywilizacji. Wzrost efektywności jest jednym z czynników, które są u podstaw naszego globalnego rozwoju. Automatyzacja i nowe technologie napędzają biznes, który stale dopasowuje się do zmiennych wyzwań codzienności. Przychodzi na myśl powolne gotowanie żaby – zwiększając temperaturę o 1 stopień żaba nie zorientuje się, że grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. To co dzieje się z nami przypomina niestety ten proces, z tym, że zamiast temperatury, stopniowo z roku na rok wzrasta liczba obowiązków i problemów. Kiedy dochodzą do tego troski o zdrowie nasze, naszej rodziny, widmo bankructwa czy odpowiedzialność za pracowników, dochodzimy do etapu, w którym zmniejszamy efektywność działania, jesteśmy coraz bardziej nerwowi, zdekoncentrowani, chaotyczni. Co wiec robimy? Szukamy pomocy specjalisty? Nie. Dokręcamy sobie śrubę, żądając od siebie dalszego poświęcenia i powrotu na dawne efektywne tory. Taki proces się stale powtarza. Zmieniają się tylko interwały pomiędzy którymi mamy kolejną zadyszkę i coraz trudniej jest nam zmotywować organizm do działania.

Co gorsza, jako społeczeństwo nie potrafimy okazać wsparcia i zrozumienia dla osób dotkniętych tym problemem. Jeśli naniesiemy to jeszcze na siatkę biznesową okazuje się, że osoby chore na nerwice, depresje czy inne zaburzenia psychiczne doświadczają niezrozumienia i ostracyzmu. Miejsce od zawsze zarezerwowane „dla najlepszych” nie jest w stanie być podporą, na której można się wesprzeć i przeczekać trudny czas, z nadzieją powrotu do stabilizacji. Biznes nie czeka. W końcu czas to pieniądz.

Biznes depresji nie zrozumie.

Przygotowując się do napisania tego artykułu, poprosiłam o rozmowę terapeutki, które na co dzień współpracują z osobami zmagającymi się z problemami psychicznymi jak właśnie depresja, stany lękowe, czy nerwice. Ciekawa byłam jak w ich oczach, rok 2020 zmienił obraz polskiego stanu psychicznego. Zwłaszcza, jeśli chodzi o osoby czynne zawodowo, dla których depresja, czy wypalenie zawodowe są ogromnym ciężarem, który skutecznie prowadzi na dno niczym żeliwna kotwica. Co ciekawe, każda z osób z którymi miałam przyjemność porozmawiać, widzi ten złożony problem tak samo jeśli chodzi o przyczyny i konsekwencje, ale w różny sposób interpretują i podchodzą do tego, w jaki sposób można sobie radzić z pokonaniem depresji.

Niemal 70% ankietowanych pracowników wstawiło najniższe możliwe oceny swojego stanu psychicznego. Pytania dotyczyły m.in. poczucia wpływu na swoje życie, wiary w swoje umiejętności, pewność siebie. Takie badania to niezwykle istotna wiedza dla organizacji, że warto wdrożyć rozwiązania naprawcze, oparte o warsztaty czy sesje z coachami bądź terapeutami.

W każdej z rozmów przewija się fakt, iż problem depresji jest niezwykle delikatnym i najczęściej zamiatanym problemem w życiu firmy. Pracownicy wiedzą, że są stale oceniani, porównywani i robią wszystko, aby swój wizerunek ochronić i nie pokazać, że dopadła ich chwila słabości. Zresztą statystycznie tak myślimy o depresji. Jako o słabości, przez którą ludzie stają się leniwymi mrukami, odciętymi od rzeczywistości.

Pakiety pracownicze u terapeutów?

Biznes się rozwija. Zmienia i powoli, acz konsekwentnie dopasowuje się do zmiennych oczekiwań uczestników procesów biznesowych.. Wdrażane są systemy dające pewne poczucie bezpieczeństwa pracownikom  – abonamenty medyczne, wspierające kondycję fizyczną – karty sportowe.. Tymczasem, Marta Jagodzińska, psycholog i coach współpracująca z szeroko rozumianym biznesem wskazuje, że w dobie głębokich problemów emocjonalnych, prowadzących do wypalenia zawodowego, relacji ze współpracownikami czy drastycznym spadkiem motywacji i efektywności, firmy zaczynają korzystać z pakietów godzinowych u terapeutów. Są to określone godziny do wykorzystania przez pracowników, pracodawca nie jest oczywiście informowany o tym, kto z jakiej porady korzystał, rozlicza tylko faktyczne wykorzystane godziny. Można pomyśleć, że to przesada, że nie powinniśmy wchodzić w tą strefę życia pracowników. Ale czy na pewno? Możliwość skorzystania z takiej porady, wyciągnięta dłoń, która pokazuje, pracownikowi że firma się o niego troszczy jest wartościowym doświadczeniem, które coraz częściej bardziej wiąże pracownika z firmą niż samo wynagrodzenie.

Wypalenie zawodowe. Pierwszy wróg szczęścia.

O wypaleniu zawodowym zaczęto mówić głośno, kiedy model korporacyjnego stylu pracy okazał się być trujący dla naszego zdrowia psychicznego. Nienormowany czas pracy, rywalizacja, stres i brak alternatywy powodują, iż dochodzimy do ściany naszych możliwości. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu statystyczny pracownik spędzał w jednym zakładzie pracy większość swojego życia zawodowego. Korzystał z przysługujących urlopów (nawet, jeśli to był tylko wypad na wieś), nie zabierał pracy do domu,. Prywatny czas poświęcał sobie i rodzinie. Obecnie, w dobie technologicznych zdobyczy, praktycznie cały czas żyjemy pracą. Bombardowani jesteśmy tysiącami wiadomości. Na urlop zabieramy laptop i oczywiście telefon, na którym dla spokoju sprawdzamy służbową pocztę. Przed snem przeglądamy wiadomości lub przygotowujemy się do pełnego wyzwań kolejnego dnia. Idąc takim modelem życia, nieświadomie przechodzimy przez 12 etapów, które prowadzą nas w konsekwencji do depresji.

Warto wiedzieć, że jeśli rozpoznamy u siebie takie symptomy jak zbytnia nerwowość, brak skupienia, apatyczność czy strach przed pójściem do pracy, powinniśmy zgłosić się po specjalistyczne wsparcie. Jeśli bowiem w odpowiedni czasie odpowiemy troską i świadomością na sygnały wysyłane przez nasz organizm, będziemy mogli dać sobie pomóc bez konieczności angażowania farmakologii. Z drugiej jednak strony, w przypadku, kiedy nasz stan zdrowia tak bardzo się pogorszył, że nie jesteśmy w stanie normalnie funkcjonować, nasze życie ogranicza się do nieustannego poczucia strachu, beznadziei i smutku, wsparcie psychiatry, który włączy wsparcie farmakologiczne może być jednym wyjściem, którego naprawdę nie powinniśmy się obawiać.

Życie po depresji. Nadzieja w tunelu

Już jakiś czas temu specjaliści zauważyli, że depresja kobiety jest inna od depresji mężczyzny. O ile kobiety przeważnie popadają w życiowy letarg, odcinają się od rodziny i znajomych, tracą zainteresowanie wszystkim, w czym do tej pory brały czynny udział, tak u mężczyzn, przebieg depresji wygląda często zupełnie inaczej. W wielu przypadkach mężczyźni, którzy mierzą się z depresją są bardziej niż zwykle pobudzeni. Podejmują się nowych wyzwań, nakładają na siebie więcej obowiązków, pokazują na zewnątrz „silniejszą” wersję samego siebie. Jednocześnie nie są skłonni rozmawiać o problemach, nawet nie rozważają opcji wsparcia u psychologa czy wypłakania się na ramieniu swojej partnerki. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż mężczyźni mają biologicznie wpisany schemat kompetencji zawodowych, który za wszelką cenę stara się utrzymać wizerunek mężczyzny jako zaradnego, gotowego do działania, atrakcyjnego społecznie i towarzysko. Dopiero po naprawdę poważnym epizodzie psychicznym (próba samobójcza), utratą kontroli (często wyrażany nałogiem), burzliwych i trudnych wydarzeniach rodzinnych (rozwód) bądź zawodowych (bankructwo lub utrata pracy), mężczyzna decyduje się na wsparcie z zewnątrz.

No właśnie. I co się okazuje? W wielu przypadkach, osoby które podjęły walkę o swoje zdrowie i leczą się z depresji, lub wyszły z tej walki zwycięsko odkrywają przyczyny, które w konsekwencji doprowadziły do utraty kontroli nad własnym życiem. Jest to swego rodzaju katharsis, który pozwala nam zobaczyć z innej perspektywy dotychczasowe doświadczenia, relacje, obowiązki, czyli po prostu patrzymy inaczej na nasze życie. Okazuje się więc, że i w tym przypadku biznes nie do końca dopinguje nas do walki o siebie. Dlaczego? Przede wszystkim bardzo często osoby, które uporały się z depresją kończą z dotychczasowym stylem życia. Zmieniają pracę, która była powodem problemów, przebranżawiają się szukając dla siebie innej drogi życia, lub po prostu ucinają dotychczasowe relacje ze współpracownikami, którzy wcześniej wbijali nas w poczucie strachu czy niższości. Odchodzą więc z firmy, wraz ze zdobytym doświadczeniem, na które pracowali często przez wiele lat. Firma zostaje uszczuplona o osobę, która właśnie teraz, jest niezwykle ważna. Takie osoby bowiem, potrafią lepiej panować nad emocjami, racjonalnie gospodarują czasem, są bardziej skłonne do delegowania obowiązków i tym samym większego angażowania zespołów do rozwoju.

Jak wypracować zmianę?

Ponieważ problem jest tak złożony i dotyka wiele aspektów naszego życia, wszyscy powinniśmy być wyczuleni i świadomi niebezpieczeństwa jakie ze sobą niesie. Zarówno dla nas samych, ale też dla naszego życia zawodowego. Katarzyna Jagiełło, ekspertka personal leadership podkreśla, że depresja negatywnie odbija się na 3 kluczowych aspektach naszego życia: zdrowiu, relacjach i pieniądzach. W każdym z nich burzy dotychczasowy porządek i poprzez negatywne zmiany uniemożliwia szybki powrót do normalności.

W jaki sposób możemy przeciwdziałać negatywnym zjawiskom psychicznym odciskających piętno na strefie zawodowej? Przede wszystkim jako managerowie, powinniśmy pogłębić naszą wiedzę z zakresu edukacji managerskiej. Świadome przywództwo sprawniej zarządza kryzysem i efektywniej niesie pomoc osobom, które wysyłają do nas ostrzegawcze sygnały. Świetnym rozwiązaniem są wszelkiego rodzaju sesje terapeutyczne, warsztaty z przygotowanymi do tego coachami, ale również vouchery na jogę, czy medytacje, które pracownicy mogą wykorzystywać wg. potrzeb. Wartościowy nurt mind fullnes to również kierunek pozytywnych zmian, jakie możemy wdrożyć w naszych organizacjach. Stała pomoc i ukierunkowanie zarządzania potencjałem ludzkim w firmie na silne zdrowie psychiczne pracowników może się okazać decydujące, w planowanych strategiach rozwoju firmy. Silny i zdrowy pracownik, to silna i prężna firma, gotowa na wyzwania jutra.

Powinniśmy zdać sobie sprawę, że nie jest to tylko „problem” korporacji, które w swoim modelu przywiązania i śrubowania efektywności jednostek często mierzą się z kolejnymi zwolnieniami lekarskimi wystawianymi przez psychiatrów. Każdy biznes, niezależnie od branży, wielkości, struktury właścicielskiej jest tak samo narażony na realne straty, jakie niosą ze sobą wypaleni zawodowo pracownicy. Często w małych firmach, rodzinnych firmach, pracownicy czują się niezrozumiani, wykorzystywani i deklarują, że choć raz mieli w swoim udziale epizod mobbingu. Psycholog Joanna Twardo – Kamińska podkreśla, iż coraz więcej osób prowadzących niewielkie przedsiębiorstwa zwraca się o pomoc terapeutyczną. Jest to wciąż niewielki odsetek całości, ale widać, jak izolacja i załamanie gospodarcze spowodowane przez covid, odbiło się negatywnie na kondycji psychicznej przedsiębiorców. Nowy znak czasów – wolny termin u terapeuty lub psychiatry staje się towarem mocno pożądanym.

Głęboko liczę, że bez względu od tego jakie stanowisko piastujemy, jakie mamy prywatne poglądy na temat depresji i cywilizacyjnych chorób psychicznych, przemyślimy sobie ten problem, szukając wewnątrz nas analizy.  Czy my jesteśmy w stanie takim procesom zapobiegać w miejscu naszej pracy? Czy chcemy i czy możemy pomóc osobom, które od jakiegoś czasu i mają problem z emocjami, uczuciami czy realizacją obowiązków służbowych? Warto jest wyjść poza utarty schemat pracy na akord, w której przez 8 godzin gonimy efektywność, zatracając coś, co ceniliśmy jeszcze nie tak dawno najbardziej. Radość z realizacji zadań, które czujemy, lubimy i które wzmacniają w nas poczucie zawodowego spełnienia.

Bądźmy zatem bardziej empatyczni, tonizujmy konflikty i otwórzmy się na rozmowę z innymi. Zaproponujmy pomoc w przejęciu kilku zadań, lub choćby pozwólmy na większą  elastyczność w trakcie dnia pracy. Wyjście na spacer, aby przewietrzyć umysł, zrobienie niezbędnych zakupów, aby uniknąć popołudniowych korków, czy wizyta u lekarza w czasie pracy, dzięki czemu pozostawimy sobie więcej czasu na odpoczynek po ciężkim dniu pełnym wyzwań. Z punktu widzenia firmy nie zachwieje to realizacją zadań i strategicznych celów, a wesprze na podstawowym poziomie pracowników, którzy będą mogli dostosować dzień pracy do swojego życia prywatnego.  Poza pracą mamy życie prywatne i mamy nie tylko możliwość, aby o tym pamiętać, ale wręcz to nasz obowiązek, jeśli chcemy rozwijać się zawodowo przy jednoczesnym szczęśliwym życiu prywatnym. Nawet największa zmiana zaczyna się od jednego małego kroku i wykonanie tego kroku jest naprawdę w naszym zasięgu i dla dobra własnego, oraz osób z którymi współpracujemy, warto, aby ten krok wykonać jak najszybciej.

 

Autorka tekstu:

Marzena Kamińska – managing partner w Up&More. Zarządza projektami związanymi z marketingiem online. Odpowiada za koordynację zespołu działów Social Media oraz Public Relations. Otwarta na innowacyjność w zarządzaniu potencjałem ludzkim w przedsiębiorstwie i propagatorka otwartego na stały rozwój osobisty sposobu zarzadzania zespołem. Z branżą internetową związana jest od 2003 roku. Prywatnie szczęśliwa żona i mama pełnych energii trzech smyków, miłośniczka zdrowej żywności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.