Wywiad z Agnieszką Gaczkowską z OPLOTKI
Przeczytasz w 7 minuty

Wywiad z Agnieszką Gaczkowską z OPLOTKI

Architektka ze słabością do rękodzieła. Właścicielka firmy Oplotki organizującej kursy i warsztaty rękodzieła on-line dla korporacji i osób prywatnych. Autorka wydanej przy pomocy self-publishingowej kampanii crowdfundingowej, książki “Oplotki. Sukces Handmade” Jej podcast OPLOTKI trafił na listę polecanych przez Forbes Women Polska, a ideę jogi umysłu w rękodzielniczym procesie streściła w 15-minutowej mowie podczas TEDx Warsaw Women.

Nie ma jednej definicji sukcesu. Jaka jest Pani?

Bardzo się cieszę, że padło to pytanie. Jestem na takim etapie życia, że ( w końcu) ukułam własną definicję sukcesu. Jestem z niej bardzo dumna i wierzę, że mechanizm samodzielnego definiowania sukcesu przyda się każdemu z nas, aby nie wpaść w pułapkę, w której ocknęłam się pewnego dnia na przysłowiowym “szczycie”. To dlatego napisałam na ten temat książkę „Sukces Handmade”. Z jednej strony tym sukcesem jest branża handmade i start od zera… po dekadzie kariery  w architekturze. Z drugiej strony jest to coś co przychodzi do nas wraz z doświadczeniem, rozumieniem samego siebie i świadomym podejmowaniem mikrowyborów, coś co wypracowane jest własnymi rękami – “hand – made”. Moim zdaniem odchodzimy od sukcesów jako tych związanych stricte z karierą zawodową na rzecz holistycznych definicji zgodnych z własnym ja.

Wspomnimy o rękodziele…

Rękodzieło było mi bliskie od dziecka i to ono skierowało mnie na drogę kariery architektonicznej, ale po latach, stając na wymarzonym szczycie, zadałam sobie pytanie: i co teraz? Mam dużą rodzinę, wiele osiągnęłam w zawodzie, ale nie mam czasu dla siebie, w tym pędzie gubię podstawowe wartości. Zorientowałam się, że  właściwie stereotypowa definicja sukcesu została mi włożona do głowy. Sukces, na który pracowałam latami był zlepkiem “wypada”, “powinnam”, “dobrze by było”. I to był zwrot. Odważyłam się na dużą, nieco przerażającą pauzę i start od nowa. Zajęłam się rękodziełem, ale o tym zaraz. Teraz jestem spełniona i nie muszę wybierać. Życie nabrało smaku, a definicja sukcesu – wielowymiarowości.

„Niektórzy potrafią tak urządzić swoje wnętrza, że automatycznie czują się w nich, jak u siebie, inni trafiają do mnie” – czytam na Pani stronie, bo jak się okazuje pani pomoc mentoringowa jest czasem kluczem do wyborów dla innych, do wartościowania siebie.

Obecnie w mojej pracy coraz mocniej wykorzystuję kompetencje architekta. Już lata temu, pracując nad projektami pytałam zleceniodawcę o te najgłębsze potrzeby, uczucia, emocje i na tej podstawie  tworzyłam dla niego/niej  wnętrze lub kubaturę. To, jak urządzamy przestrzeń, wpływa na nasze życie wewnętrzne i odwrotnie –  to jak my funkcjonujemy wpływa na to, jak projektujemy, użytkujemy nasze wnętrza. Rękodzieło ma w sobie dar dopełniania, ocieplania, oswajania  wnętrza i przechowywania w sobie emocji, które świadomie chcemy zatrzymać lub projektować w swoim życiu. Dla przykładu – wykorzystuję tę cechę poprawiając akustykę wnętrza tkaną makatą handmade z logo firmy, a w prywatnych przestrzeniach odzwierciedlając aktualne potrzeby mieszkańca – przez wydzielenia strefy użytkowej makramową, ażurową ścianką – przykłady mogłabym mnożyć. Z fascynacją odkryłam jednak, że potęga rękodzielniczych dodatków wnętrzarskich multiplikuje się, kiedy tworzą je sami użytkownicy danych przestrzeni.  Dla głębszego zrozumienia tych relacji, prowadząc webinary podaję taki przykład:

Bierzemy udział w warsztatach rękodzielniczych. Przychodzimy, dziergamy koc, zanurzamy się  w sobie, uspakajamy emocje, po chwili rozpoczynają się rozmowy ze współuczestnikami. Okazuje się, że nasze problemy są podobne do problemów innych, ale teraz inaczej na nie patrzymy i przeprojektowujemy siebie: doceniany co mamy, nasze wady stają się zaletami i widzimy nowe możliwości. Ten przysłowiowy koc leży w naszym domu, przypominając tę przełomową chwilę. Niby nic się zewnętrznie nie zmieniło, ale w naszym życiu wewnętrznym wiele. Jestem świadkiem procesów przemian w uczestnikach, we mnie. Wiem, że nowe rękodzielnicze hobby staje się portalem do codziennej pracy nad sobą, wylogowywania z tempa codzienności, zadawania trudnych pytań o własną definicję sukcesu.

To  warsztaty rękodzieła dają  tę wolną przestrzeń wymiany myśli i pozwolenie na czas wolny (Oszukujemy wyrzuty sumienia faktem, że z takiego warsztatu wychodzimy z praktycznym dodatkiem wnętrzarskim). Niezależnie, czy rano na klęczkach przy pacierzu, czy w asanie, spotykamy się wokół tego, co łączy – każdy uczestnika tak samo chce po prostu wydziergać coś dla siebie i odprężyć przy rozmowie. Jesteśmy tu ponad podziałami. Dodałabym jeszcze do tego własne ja: Agnieszka – galopujący gallupowy wizjoner, który wciąż coś wymyśla, realizuje, rzuca pomysłami, pokazuje możliwości. Podczas warsztatów pozwalam temu wizjonerskiemu wnętrzu “pohasać”, snuję śmiałe wizje dla uczestników, inspiruję, rzucam wyzwania  – wiem, że to mój dar, którym warto dzielić się z innymi.

Wywiad z Agnieszką Gaczkowską z OPLOTKI

Dziś Pani marki stoją na wysokim poziomie, a ja nie zapytałam właściwie o same początki działalności. Jak było a jak jest teraz?

Z małym dzieckiem przypasanym chustą , biegając po placu budowy, jeszcze za czasu własnej pracowni architektury,  naginałam rzeczywistość, udowadniając przede wszystkim samej sobie, że dam radę. Tak naprawdę czułam, że tracę poczucie bezpieczeństwa i pewność siebie. Byłam niewyspana, zmęczona i mało skupiona. Przy drugim dziecku powiedziałam nie – odwiesiłam architekturę na przysłowiowy kołek i zostałam w domu. I to właściwie był moment mojej przemiany. W wolnych chwilach, dziergałam na całego i w oplotki ubrałam niemal cały dom. Z czasem zatęskniłam za ludźmi, zatem wystartowałam z warsztatami, zwłaszcza, że coraz więcej koleżanek po fachu zamawiało dziergane produkty, których ja już nie miałam czasu tworzyć i jednocześnie dostrzegało moją wewnętrzną przemianę. Przyznam, że miałam wiele wątpliwości, ale dziękuję sobie za siłę i wiarę, że to w tych spotkaniach z rękodziełem jest moc i wartość, której nie doświadczyłam w architekturze, no bo jak wycenić zmianę perspektywy, wewnętrzny przełom w trakcie nieformalnego networkingu przy dzierganiu…Dojrzałam do tego, by wycenić ten czas, dodałam cenę, ubrałam w excel i model biznesowy, aby móc rozwijać i chronić to, co w tej działalności bezcenne. Zobaczyłam możliwości jakie dają mi te plotki przy O-plataniu – Oplotki.  Wiedziałam że nie ma innej opcji jak dobry zarobek,  płynący z tego pomysłu. Zainwestowałam w siebie, w swoją wiedzę, w dodatkowy mentoring  i online MBA . Nauczyłam się skalowania biznesu dzięki możliwościom biznesu on-line, zatrudniam wciąż nowe osoby z nowymi technikami rękodzielniczymi. Moment pandemii i eksplozja branży on-line był dla nas przełomowym skokiem rozwojowym. Od tego czasu większość działalności dzieje się w sieci.  Daje mi to możliwość być  blisko klienta, a zysk pozwala wciąż się rozwijać i zarażać tym “pozytywnym bakcylem” rękodzieła nawet sceptyków z najodleglejszych zakątków globu.

Motywacja do tych wszystkich działań pochodzi z…….

potrzeby pomagania, zwłaszcza rękodzielnikom. Widziałam jak artyści chowali swoje prace do szuflady i uciekali na etat a ja ze swoimi makatkami pięłam się w górę…Czułam w tym jakąś niesprawiedliwość. Świetni twórcy pozostają nieodkryci, wiele technik umiera wraz z ich praktykami…tracimy wszyscy.  Ta moja werwa, pewność siebie i swojego biznesu oraz smykałka do przedsiębiorczości dała mi możliwości. Maszyna biznesowa musi być dobrze naoliwiona a dwie strony tabelki muszę się zgadzać. Teraz jestem mądrzejsza o doświadczenia i spokojna o przyszłość moich biznesów, znalazłam modele, zarządzam i rozwijam spółki. Hojnie dzielę się tym biznesowym know-how z utalentowanymi twórcami. Zyski firmy pozwala też na działalność Stowarzyszenia Oplotki“z misją” popularyzowania ginących technik rękodzieła.

Nie zawsze biznes lub projekt kończy się sukcesem i należy podjąć radykalne kroki. Ta sinusoida w biznesie istnieje i należy znaleźć rozwiązanie w sytuacji kryzysowej. Takie na pewno zdarzały się i u Pani. Jak wyjść z kłopotów. Co Pani radzi jako mentor?

Było wiele takich momentów. Dla przykładu: gdy jeszcze działałam w modelu Stowarzyszenia, wiele z naszych akcji, jak to się mówi, nie spinała się budżetowo. Podejmowaliśmy kolejne kroki w rozwoju i rozpoczynaliśmy kolejne projekty z coraz większym skutkiem. Gdy wyszliśmy na prostą, właśnie w momencie, kiedy wypracowaliśmy receptę na sukces, duża część zespołu odeszła, zabierając know-how i zakładając organizację konkurencyjną. Dziś ta organizacja od dawna nie działa, ale wtedy zabolało mnie to bardzo i sprawiło, że stałam się bardzo podejrzliwa. Motto „pomnożysz, dzieląc się” przestało być spójne, pojawiły się obawy o bycie oszukaną. Przepracowałam to i dzisiaj śmiało stawiam kroki. Zostałam zauważona przez jedną z korporacji, która wyznacza trendy w employer brandingu i współpracujemy w budowaniu tego trendu prowadząc webinarowe szkolenia dla zespołu – warsztaty rękodzieła. To pokazało jak moje ówczesne wyzwania jako lider, stały się  zalążkiem rozwoju. To dzięki bezpłatnym, coponiedziałkowym warsztatom na Oplotkowym kanale YT i FB osoba decyzyjna z dużej korporacji trafiła na działalność naszej firmy i zaproponowała współpracę. Ponownie poczułam, że warto się hojnie dzielić – to wraca – choćby w najmniej spodziewanej formie.

Pamiętajmy, że każdy próg biznesowy i skok w rozwoju wymaga nowych kompetencji. Musimy wciąż się szkolić. Nie tylko w dziedzinie zarządzania, HR czy finansów, ale i naszych personalnych umiejętności. Jestem uzależniona od rozwoju osobistego…ale polecam tą przypadłość każdemu, kto chce sukces definiować na własnych warunkach.

Mam jeszcze trzecią metodę na przezwyciężanie trudności. To rękodzieło. Czasem gdy czuję, że coś nie działa, coś co nie może zatrybić i tak naprawdę spowalnia maszynę, uciekam do dziergania i wyciszam się, oddalam się od komputera i szumu organizacyjnego oraz natłoku informacji.  Daję sobie czas. Czuję wtedy, co sprzedaję, bo sama jestem konsumentem własnej usługi i widzę jak działa i pozwala odnaleźć ten stan spójności pomiędzy “czuję” i “wiem”  a potem przychodzi rozwiązanie. Biorę wtedy udział w warsztatach rękodzieła jako uczestnik i czerpię z dobrodziejstwa własnej firmy.

Wywiad z Agnieszką Gaczkowską z OPLOTKI

Zapytam jeszcze o książkę, o której już Pani wspomniała. Z naszej rozmowy wynika, że była istotnym momentem w  Pani życiu.

Jestem pożeraczką biografii i historii biznesowych ale brakowało mi w tych lekturach praktycznych rozwiązań z cyklu co zrobiłaś bohaterko wtedy gdy…. I co sprawiło, że jesteś tu, gdzie jesteś.

Jak zachować się, kiedy na szali jest Twój długoletni związek?

Jak zareagować, kiedy rodzicielstwo/pasja/życie wypiera w grafiku czas na biznes?

Jak w praktyce konstruować takie kompromisy pomiędzy marzeniami i rzeczywistością?

Chciałam stworzyć taką pozycje na rynku, gdzie opowiem o tym jak wyjść od zera, ściągnąć maskę turbobizneswoman, opowiedzieć o osobie, która zdefiniowała sukces na własnych warunkach, miała odwagę wziąć pełną odpowiedzialność za realizację tej wizji i przyjmuje nie tylko dobre, ale i trudne jej konsekwencje. Książka jest manifestem projektowania życia. Manifestem HANDMADE SUKCESU, który dostępny jest dla każdego z nas.

Pisałam książkę głównie z myślą o przedsiębiorczych kobietach, które często re-definiują swoją ścieżkę zawodową w czasie około-macierzyńskim, ale z przyjemnością czytam opinie panów, którzy dziękują za tą lekturę.

Dziś mądrzejsza o doświadczenia, gdyby mogła Pani cofnąć czas, coś by Pani zmieniła?

Nie, bo każda chwila w przeszłości zbudowała moją teraźniejszość. Mamy prawo chcieć więcej, i polecam aby nie zatrzymywać się i śmiało kroczyć w przyszłość akceptując nawet trudne momenty – bo ich dar zazwyczaj jesteśmy w stanie docenić dopiero z perspektywy czasu.

www.oplotki.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Proszę wpisać nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z linkiem do ustawienia nowego hasła.