Pióro poety, pazur rapera

Poeta i muzyk, Dawid Frei pseudonim DavRan , zajmuje się od dziecka tworzeniem tekstów. Niedawno ukazał się tomik jego wierszy W zamkniętym rozdziale, a równolegle światło dziennie ujrzała rapowa płyta demo, na której znajdują się cztery utwory o tematyce klasyczno-horrorowej. Z artystą rozmawiamy o jego poezji, ale też na temat niedoborów grozy w rapie i o roli popkultury w inspirowaniu twórców.

Zacznijmy od utworów lirycznych – czy mrok także jest w nich obecny? Co było źródłem inspiracji?

Nie, myślę, że moja poezja nie jest w ogóle mroczna. Raczej powiedziałbym, że jest smutna i znajduje się w niej opis przeszłych wydarzeń z mojego życia, ale też wydarzeń ze świata. Odniesienia historyczne są w niej wyraźnie obecne. Jeśli chodzi o inspirację, to jestem jedną z tych osób, które zawsze chciały pisać. Dotychczas zajmowałem się głównie pisaniem tekstów utworów muzycznych, jednak planuje też napisać książkę. Poezja jest krokiem poczynionym w kierunku przejścia na ten kolejny poziom. Najważniejsza jest wena, która jest dla mnie zjawiskiem wręcz metafizycznym. Wena nawiedza twórcę – pojawia się sygnał, by usiąść i po prostu pisać. Myślę, że to tak jak w sporcie – czuje się, że to jest „nasz czas”, i że trzeba go wykorzystać. Bez tego trochę nie ma szansy na sukces. Oczywiście da się pisać pod przymusem, bo na przykład gonią nas terminy lub trzeba skończyć co się zaczęło wcześniej, ale wtedy widać różnicę między tymi fragmentami pisanymi pod wpływem weny twórczej, a tymi dopisanymi później.

Czy istnieje połączenie między Pana twórczością rapową a poezją? Czy raper może być uznawany za współczesnego poetę?

Uważam, że gdyby ktoś obcy zestawił ze sobą moje wiersze i utwory muzyczne, to nie zgadłby, że jest za nie odpowiedzialna ta sama osoba. Te przejawy mojej twórczości różnią się od siebie pod każdym względem. Natomiast z poezji przeniesiona jest na rap estetyka słowa i tutaj obecne jest połączenie. Każdy, kto pisze wiersze, może nazwać siebie poetą, a każdy kto tworzy rap, może określić się mianem rapera. To tylko takie etykiety, które sobie nadajemy. Istotną rolę odgrywa tu jednak środowisko, w którym tworzymy i odbiorcy naszych treści, którzy uznają nas za artystów lub nie. Nie każdy, kto coś pisze, będzie doceniony. Ja na razie skupiam się na procesie twórczym i czuję, że jeszcze nie mam wystarczającej liczby czytelników i słuchaczy, bym mógł sam siebie określić jako artysta. Tworzenie poezji i rapu treści też się od siebie różni – w wierszach nie spotyka się raczej słów potocznych i istnieją też określone reguły, jak się powinno pisać. Nie mówię tu o schematach, tylko o tym, że mam swój klucz, wedle którego konstruuję poezję i ona ma za zadanie wprowadzić odbiorcę w stan uniesienia. Mój rap rządzi się z kolei innymi prawami – ma pobudzać wyobraźnię.

Pana utwory muzyczne należą do podgatunku „horror rapu”, który nie jest w Polsce zbyt popularny. Co prawda kilka lat temu głośno było o „Demonologii” Słonia i Miksera, ale to chyba jedyni naprawdę znani przedstawiciele tego nurtu?

Tak, faktycznie albumy Słonia „Chore Melodie” i obie „Demonologie” to były znane w kraju płyty, po których ukazało się niewiele podobnych. Wyszły co najwyżej single i pojedyncze utwory innych raperów, jednak nie zdobyły takiego rozgłosu jak twórczość Słonia. Z polskiej sceny muzycznej można jeszcze wyróżnić pierwszy krążek grupy Kaliber 44, lub niektóre kawałki zespołu Nagły Atak Spawacza, wspomaganego m. in. przez Peję. Ten ostatni raper był dla mnie zawsze źródłem inspiracji, ale to właśnie Słoń jest znany ze swojego połączenia horroru i hip-hopu. Jego znakiem rozpoznawczym są ciężkie sample, będące np. zapętlonymi fragmentami muzyki z filmów grozy oraz teksty pełne okultyzmu, wampirów i innych mrocznych motywów, znanych z ekranów kinowych. Swoją drogą, uważam, że horrory w Polsce w ogóle nie są szczególnie popularne. Ludzie chętnie oglądają slashery w klimacie „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” lub „Piątku trzynastego”, ale już nie rzucają się do kin, by obejrzeć grozę pokroju „Egzorcysty” czy „Omenu” – te filmy są znane, ale mają już swoje lata, a z bardziej współczesnych można by wymienić chyba tylko „Obecność” i „ Ghostland. Horrory to jest nisza, to nie są filmy dla każdego – albo się je lubi oglądać, albo nie. Stąd też pewnie bierze się ograniczona liczba horror rapowych wydawnictw muzycznych. Ja jestem wielkim fanem tego gatunku, jak i filmów grozy, więc postanowiłem stworzyć coś w tym nurcie.

Z jakimi filmami związane są teksty utworów na Pana mini albumie? Czy tam też jest napisana historia?

Mnie zainspirował film „Ghostland” z 2018 r. i czwarta część filmu „Kruk”, która ukazała się w 2005 r. Napisałem krótkie opowieści grozy, które przedstawione są w czterech utworach na albumie. W planach jest nagranie kolejnych trzech kawałków. Jednak nie tylko horror jest w tych tekstach obecny, ale także thriller psychologiczny. Nie zamykam się na gatunki i myślę, że nawet komedia może być podstawą do napisania tekstu strasznego lub „straszącego” słuchacza – tak jak już wspomniałem, najważniejsze jest tutaj, by stworzyć obrazowe, przekonujące przedstawienie grozy, które pobudzi wyobraźnię odbiorcy.

Łatwiej jest pisać poezję, czy tworzyć dobre teksty rapowe?

Jedno i drugie pisze mi się łatwo w okresie jesienno-zimowym, gdy wieczorami szybko robi się ciemno. Pewnie to dlatego wiersze są smutne, a i rap jest niewesoły… to od przypływu weny zależy za jaką formę się zabiorę. Często pod wpływem seansu filmowego lub lektury książki zabieram się do pracy nad tekstem rapowym, a do poezji skłaniają mnie inne sytuacje życiowe. Ale chyba nie jestem w stanie znaleźć reguły.

Dziękuję za rozmowę.

 

        

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.