InstaNocka – znani artyści czytają bajki dzieciom na Instagramie i pomagają charytatywnie.

Na początku marca 2020 r. w mediach pojawiła się informacja, że niebezpieczna pandemia, która zebrała śmiertelne żniwo m.in. w Chinach i we Włoszech, właśnie dotarła do Polski. Wprowadzono lockdown, ludzie pozostawali zamknięci w swoich domach. Mechanizm życia w biegu zatrzymał się. Mimo emocjonalnej huśtawki i strachu przed martyrologicznymi wizjami przyszłości, snującymi się po meandrach ludzkiej wyobraźni, uwagę przyciągnęły wartości, które ukazała przerwa w pogoni za celami i zadaniami dnia codziennego, takie jak np. relacje z bliskimi, czy ekologia. Rodzice przebywający w domach z dziećmi musieli zająć im czas. Wówczas narodził się pomysł znanej gwiazdy – Joanny Koroniewskiej, który na zawsze pozostanie w pamięci jego uczestników. Aktorka podjęła się realizacji projektu na prośbę rodziców, którzy byli zamknięci w domach ze swoimi pociechami 24 godziny na dobę. Tak powstał cykl instagramowych przedstawień dla dzieci – InstaNocka, a jego pomysłodawczyni zaangażowała do projektu wielu artystów, dziennikarzy, aktorów teatralnych, którzy nie mieli wówczas możliwości zarobkowania. Do Joanny Koroniewskiej dołączyła wkrótce Ada Fijał – pomysłodawczyni nazwy projektu, a następnie Joanna Pawłowska-Hencel, która zadbała o sprawy techniczne, grafiki i organizację przedsięwzięcia. Sonia Bohosiewicz wyśpiewała instanockową piosenkę, a pomysł przerodził się w akcję charytatywną, która uzyskała rozgłos i estymę jej uczestników.

Chcielibyśmy bardzo, by zgłaszały się do nas przedsiębiorstwa, instytucje, które mogą w jakikolwiek sposób wspomóc nasze działania – mówi Joanna Koroniewska. – Joasia Pawłowska-Hencel porozumiała się z jednym z wydawnictw i czytamy książki, jednocześnie je rozdajemy do miejsc, w których te książki są potrzebne. np. w domu samotnej matki. Staramy się działać charytatywnie i takie są też plany. Jest to już rodzaj trademark’u. Ma swoją nazwę, markę i zależy nam na tym, żeby pozostała, żeby jej absolutnie nie niszczyć, zwłaszcza, że jest to wielka praca. Tak naprawdę mój to był mini pomysł, a ogromny wysiłek i praca wielu ludzi. W akcji brało udział kilkadziesiąt osób, a ponieważ w tym samym czasie były też inne projekty i one nie cieszyły się taką popularnością, ani nie przetrwały, więc śmiem twierdzić, że pomysł na to, żeby zjednoczyć jak największą rzeszę artystów był dobry. My nadal jesteśmy słuchani – niesamowite, więc warto wejść na profil InstaNocki.

Po powakacyjnym debiucie InstaNocki jestem przekonana, że nadal jesteśmy potrzebni i spełniamy swoją rolę. Oczywiście byłoby łatwiej, gdyby znaleźli się partnerzy i chętni do wsparcia inicjatywy. Wróciły emocje poczucia wspólnoty i budowania czegoś razem w grupie. To ważne w obecnych czasach – podkreśla Ada Fijał.

Instanocka powstawała w sytuacji, w której wszyscy byliśmy przestraszeni, zdezorientowani. Rodzice oglądali InstaNocki i wspominali czasy, kiedy sami byli jeszcze dziećmi. Wszyscy się wspierali i pokazaliśmy profesjonalizm. Kontynuujemy InstaNocki i zamysł jest taki, że może uda nam się zdobyć następnego partnera, żeby robić coś pożytecznego dla innych. Chcemy nadal pomagać w działaniach charytatywnych – zaznacza Joanna Pawłowska-Hencel.

Mówimy tak, że Joanna Koroniewska jest takim naszym prezesem, Ada Fijał jej lewą ręką – dużo organizuje, a Asia Pawłowska-Hencel, która robi nam wszystkie grafiki, pilnuje kalendarza, sprawia, że wszystko wygląda bardzo profesjonalnie. I Sonia Bohosiewicz razem z cudowną pacynką Alinką stworzyły cudowną instanockową piosenkę – wyjaśnia Agnieszka Mrozińska.

InstaNocka jest inicjatywą, która zrodziła się z potrzeby wypełnienia czasu covidowego, pomocy rodzicom, czy nawet własnej potrzeby czytania dzieciom i robienia czegoś w sensie aktywności zawodowej albo pozazawodowej, a spotkanie u Ani Korcz w Pomiechówku było cudownym jej ukoronowaniem – tłumaczy Anna Mucha.  

Instanocka, instabaja

Myślę, że to świetna inicjatywa, dobrze, że Joasia Koroniewska na coś takiego wpadła. Super pomysł. Jak zobaczyłem go na Instagramie, od razu zgłosiłem się do czytania i bardziej był to impuls, odruch serca, niż przemyślana decyzja. Okazało się, że była to piękna inicjatywa, nie tylko z tego powodu, że mogliśmy zrobić coś dla ludzi podczas tego trudnego czasu, ale też być bliżej siebie – opowiada Michał Koterski.

Poza ciekawymi interpretacjami bajek, odbywały się też wspaniałe koncerty – przyznaje Maciek Radel. Na tym polu prym wiodła Basia Kurdej-Szatan z Rafałem, swoją siostrą Kasią i resztą muzykalnej familii, ale też Marysia Niklińska, Kasia Łaska, czy Weronika Bochat-Piotrowska, czyli nasza rodzima Vaiana – śpiewały na żywo ze swoich mieszkań, a ja słuchałem urzeczony wgapiając się w telefon. Kołysanki w wykonaniu Olgi Szomańskiej i Kasi Dąbrowskiej niezmiennie łapały za serducho – taki prywatny mini koncert bez konieczności kupowania biletów. Instanockowy projekt z czasem też ewoluował, np. pojawiła się cudowna Sonia Bohosiewicz ze wsparciem pacynki Alinki, która ucinała urocze pogawędki z aktualnym Instanockowym gospodarzem. 

Nie mam dzieci, natomiast wiem, jakim wielkim problemem i obciążeniem było zajmowanie się ich edukacją w domu i opieką jednocześnie – mówi Marta Jarczewska. – Wiem też od mojej cioci, że jej córka bardzo dużo się z tych bajek uczyła. Pisała do mnie: ,,Proszę, koniecznie znajdź jakąś bajkę o myciu zębów, bo córka nie chce myć zębów”, więc ważny jest również wymiar edukacyjny akcji.

Jest to projekt, który bardzo podobał mi się jeszcze przed tym, zanim wzięłam w nim udział, bo nie jestem w InstaNocce od początku. Towarzyszyła mi ogromna trema – jest to jednak wystąpienie przed żywym człowiekiem, nie widzę go, ale to czasami gorzej, ponieważ jestem przyzwyczajona, że jednak obserwuję swojego widza, a tutaj nie. Dlatego od niedawna poczułam luz, kiedy pierwszy raz poprowadziłam InstaNockę, co było świetnym doświadczeniem, kiedy to ja mogłam być po tej drugiej stronie i prowadzić. Dodało mi to odwagi – stwierdza Weronika Bochat-Piotrowska.

Mam poczucie, że – dzięki InstaNocce – poznałam świetną ekipę fantastycznie zakręconych ludzi, którym nie jest wszystko jedno, którym chce się chcieć i mają apetyt na życie, dzielenie się sobą, dobrem, swoim czasem, uwagą i życzliwością. Wielu z nich zobaczyłam i poznałam dopiero w Pomiechówku – u Ani Korcz – a miałam wrażenie, że znamy się od lat i wiemy o sobie bardzo dużo. Cudowny czas… Już za nim tęsknię (uśmiech). Starałam się także dać nadzieję rodzicom, którzy często towarzyszyli swoim maluchom w słuchaniu naszego czytania. Myślę, a nawet wiem, bo pisali o tym bardzo często, że również dla nich był to ważny i budujący czas – relacjonuje Joanna Racewicz.

Byliśmy podczas pandemii takimi swoimi doradcami – Wyjaśnia Olga Szomańska. – Jeśli ktoś miał zły humor, to potrafił wyrzucić to z siebie na naszych grupach i potrafiliśmy się wspierać, nie tylko prawnie, ale życiowo. Wiedzieliśmy, że możemy na siebie liczyć, poprawialiśmy sobie nawzajem dość mocno nastrój, bo każdy z nas ma ogromne poczucie humoru i przyznam, że to było wspaniałe, ale nie tylko, bo np. same przeżycia związane z InstaNocką powodują silne emocje. Po prostu utworzyła się grupa ludzi, którzy stali się sobie bardzo bliscy. 

Gdy Olga Szomańska zadzwoniła do mnie z propozycją wzięcia udziału w InstaNocce bardzo się ucieszyłam. Na maksa! Byłam już bardzo stęskniona za występami i choć instanocka nie dzieje się na scenie, tylko w moim pokoju, a publiczności nie widzę, to jest to super sprawa. Codzienne spotkania z aktorami, którzy czytają bajki na dobranoc, było (i jest nadal!) fajnym momentem dnia zarówno dla małych, jak i całkiem dorosłych dzieci. Do tego dzięki komentarzom wiem, że InstaNocka się podoba i jest potrzebna –stwierdza Klementyna Umer. 

InstaNocki to świetna inicjatywa. Teraz już mniej uczestniczę z racji tego, że wróciłem do obowiązków zawodowych, jednak to było coś, co stało się rytuałem podczas lockdownu, kiedy wszyscy byliśmy pozamykani w domach. Taki kontakt z moimi kolegami, przede wszystkim na Instagramie, ale również z widzami, z dzieciakami, które nas słuchały i pojawiało się tych widzów bardzo dużo, był nam potrzebny – opowiada Mikołaj Roznerski.

Katarzyna Dąbrowska podkreśla charytatywną wartość akcji. – To wzruszające, że w dzisiejszych czasach i zawsze – w każdych czasach – ludzie chcą robić coś razem – charytatywnie w zgodzie i radości. Moja dziesięcioletnia chrześnica podzieliła się ze mną całą baterią tytułów, które ona uważa za świetne, śmieszne i moje pierwsze InstaNocki były realizowane na podstawie tych materiałów. Nie robiłam czytania tematycznego, ale miały miejsce takie wieczory, kiedy była czytana np. świetna eko-bajka z Małgosią Królikowską-Ostrowską – współczesna bajeczka z eko-przesłaniem.

Eko-bajka

Doświadczając instanockowego ciepła i życzliwości uczestników oraz chłonąc zieleń i spokój ,,Zacisza” naszła mnie refleksja, czy bajki przetrwają w świecie ginących gatunków zwierząt, wycinanych i palonych lasów, łąk, niszczonej przyrody, na kanwie której zostały stworzone…

– Zdecydowanie coś głębszego wynikło z tego zamknięcia i czytania bajek – przewartościowanie życia, refleksja nad tym, co mieliśmy i jak dalej żyć. W wielu osobach utworzył się szacunek do ziemi, ekologii… – mówi Joanna Pawłowska-Hencel. Zamknięcie w domach spowodowało, że niektórzy zadali sobie pytanie, w którym kierunku zmierzamy i docenili to, co mamy. Dużo osób funkcjonuje już inaczej, widzę nawet, że moi znajomi mają podobne podejście, jak ja np. do robienia zakupów, które są bardziej zaplanowane. Staram się też nie kupować plastiku. W czasie pandemii szyłam z córkami np. woreczki ekologiczne z firan, może nie były nam wtedy potrzebne, ale teraz się przydają. Ziemia upomniała się o swoje i możliwe, że było to pogrożenie nam palcem przez naturę, że nie szanujemy tego, co mamy. Środowisko oczyściło się trochę przez ten czas, gdy ludzie byli zamknięci w domach, to jest duży zastrzyk dla natury. Nie było takiej emisji spalin i zniszczenia, więc myślę, że to istotna informacja dla nas. I rzeczywiście bajki, to jest pokazanie tego, co możemy stracić. Bo tylko mogą nam te bajki zostać, jeżeli nie wyciągniemy nauki z całej sytuacji i nie będziemy szanować tego, co mamy.

Joanna Wegrzynowska dzieli się optymizmem: – Mimo, że czasem pomarudzę na różne tematy, to jestem idealistką. Absolutnie chcę wierzyć w to, że świat nie zginie, jeśli człowiek się opamięta i zaczniemy w końcu dbać o planetę. Uważam, że dzięki temu nie zginą bajki, ani chęć obcowania z czymś ponad te przyziemne rzeczy, które nas otaczają. Mogę robić oczywiście tylko to, co jest na moim podwórku – w sensie otoczenia i uważam, że jeśli każdy z nas zacznie tylko od takiego najbliższego kręgu, dbania o wszystko wokół i o to, żeby dzieciom czytać, uczyć je, zachęcać do książek, wierszy, prozy – mamy szansę. Jeżeli wyedukujemy młode pokolenie, to również stwarzamy ją sobie – oprócz tego, że dajemy kolejnym generacjom zalążek czegoś bardzo ważnego dla ludzkości. Dlatego mocno w to wierzę, że świat nie zginie i bajki będą zawsze potrzebne… 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.