JAK SZYBKO MYŚLEĆ I SPRAWNIE PODEJMOWAĆ DECYZJE?

CZY MOŻNA NAUCZYĆ SIĘ SZYBKIEGO MYŚLENIA, A TYM SAMYM SPRAWNIEJSZEGO PODEJMOWANIA DECYZJI? OKAZUJE SIĘ, ŻE TAK. OTO KILKA PRAKTYCZNYCH WSKAZÓWEK, Z KTÓRYCH KORZYSTAJĄ DZIŚ NIE TYLKO WPŁYWOWI BIZNESMENI I POLITYCY, ALE TEŻ ZWYKLI LUDZIE, KTÓRZY CHCĄ Z SUKCESEM KIEROWAĆ SWOIM ŻYCIEM OSOBISTYM ORAZ ZAWODOWYM.

 

– Podświadomość przetwarza kilka milionów informacji na sekundę, a świadomość zaledwie niecały procent tej liczby. Decyzje podejmowane intuicyjnie są zatem w przypadku profesjonalistów przytomne i rozsądne – twierdzi Gerhard Roth, niemiecki biolog i badacz mózgu.

Zezowate szczęście

Australijski psycholog Joe Forgas sugeruje, że lepiej nie podejmować ważnych decyzji, gdy jesteśmy w zbyt dobrym nastroju. Ba! Jakby tego było mało, również piękna, słoneczna pogoda i wesoła, skoczna muzyka blokują naszą pamięć i decyzyjność. Natomiast poważne w brzmieniu nokturny i deszcz sprawiają, że jesteśmy bardziej skupieni, intelektualnie sprawniejsi i dokładniejsi. Wyniki badań Forgasa nie powinny nas zaskakiwać. Wiemy bowiem, że z sześciu podstawowych emocji, jakie towarzyszą nam przez całe życie, aż cztery są negatywne (złość, smutek, strach i gniew), a tylko dwie pozytywne (radość i zaskoczenie). Emocje negatywne są premiowane przez ewolucję, gdyż uczą nas ostrożności,uważności i nieufności, np. w stosunku do obcych. Emocje pozytywne sprzyjają za to bezmyślnej zabawie, leniuchowaniu i – last but not least – prokreacji.

Szósty zmysł

Jeśli jesteśmy specjalistą i doskonale rozeznajemy się w jakiejś dziedzinie, niejednokrotnie bardziej opłaca się w trakcie podejmowania decyzji zaufać naszej intuicji, czyli uczuciom i przeczuciom, niż zdawać się na dogłębną i czasochłonną analizę problemu. Tak m.in. postępują zmuszeni presją czasu lekarze ratujący życie ofiar wypadków oraz zawodowi sportowcy (np. golfista Tiger Woods zawsze celniej trafia piłkami do dołka, gdy uderza w nie bez chwili zastanawiania się). Okazuje się bowiem, że intuicyjna decyzja – nawet gdy nie jest idealna – ma jedną główną zaletę – jest błyskawiczna i ostateczna.

Umiar na miarę

Hara haszi bu, czyli osiem z dziesięciu – tak brzmi słynna, magiczna formułka długowiecznych japońskich mnichów na Okinawie, a oznacza ona ni mniej, ni więcej tylko i aż tyle, by jeść, pracować i bawić się zawsze na 80, a nigdy na 100 procent. Mnisi zalecają zatem życie z umiarem; życie pozbawione przesady i ekscesu. Wstajemy zatem od stołu z lekkim niedosytem, mając uczucie, że zapełniliśmy nasz żołądek tylko w 80 procentach. Przygotowując jakąś prezentację, plan lub wykład, także nie staramy się zawrzeć w nim całej naszej wiedzy i doświadczenia. Wystarczy wspomniane 80 procent lub mniej, tym bardziej że nasi słuchacze i tak zapamiętają zaledwie ułamek tego, co od nas usłyszą. Będąc szefem, właścicielem firmy, nie kontrolujmy przesadnie naszych podwładnych, tzw. mikrozarządzanie jest zabójcze dla przedsiębiorstw. Zostawiajmy pracownikom przynajmniej 20 procent czasu na samodzielne myślenie i podejmowanie decyzji. Takie założenia przyświecają dziś prezesom i zarządom współczesnych gigantów informatycznych jak Google i Facebook, w których kreatywność zwykłych pracowników, ich szybkość myślenia i trafność podejmowanych decyzji jest już legendarna.

Zahipnotyzuj się

Często tak bardzo zależy nam na rozwiązaniu jakiegoś problemu,  że wskutek ciągłego myślenia o nim przez dłuższy czas drepczemy w miejscu, gubimy się w myślach i stajemy się zupełnie niedecyzyjni. Pomocną może okazać się tu metoda rosyjskiego psychologa i hipnotyzera Włodzimierza Rajkowa. Wprowadzał on swoich pacjentów w stan hipnozy i wmawiał im, że są teraz np. słynnym biznesmenem, politykiem lub bohaterem filmowym. Pytał następnie zahipnotyzowanych, co jako Rockefeller lub John Rambo powinni zrobić? Jaką podjęliby na ich miejscu decyzję? Metoda ta, choć dość osobliwa, przynosiła dobre efekty. Co ciekawe, nie trzeba mieć hipnotyzera klasy Rajkowa pod ręką, by z jego metody skorzystać. Wystarczy, jeśli zamkniemy oczy i wyobrazimy sobie, co na naszym miejscu zrobiłaby Barbara Johnson lub bohaterka „Przeminęło z wiatrem” Scarlett O’Hara lub też jakakolwiek inna znana i podziwiana przez nas postać, której życiorys dobrze znamy.

Sztuczka Królewny Śnieżki

Podobny do metody Rajkowa jest trick z trzema fotelami Walta Disneya. Twórca imperium studia filmów animowanych i przygodowych miał w swoim biurze trzy fotele, z których korzystał podczas pracy z bliskimi współpracownikami. Pierwszy z tych foteli zarezerwowany był dla wizjonera, drugi dla realisty, a trzeci dla krytyka. Wizjoner miał za zadanie roztaczać najdziwniejsze propozycje rozwiązania jakiegoś problemu, realista kalkulował szanse wdrożenia pomysłów wizjonera, a krytyk poddawał to wszystko surowej ocenie, by następnie przekazać swe uwagi wizjonerowi. Burza mózgów trwała tak długo, aż wszyscy trzej byli zgodni przynajmniej co do jednego pomysłu, że jest on nie tylko oryginalny, ale też możliwy do wykonania. Warto przy tym pamiętać, że Walt Disney często sam korzystał z tych trzech foteli, siadając i przyjmując po kolei w każdym z nich rolę wizjonera, realisty i krytyka. W ten właśnie sposób podjął trudną decyzję nakręcenia pierwszego w historii długometrażowego filmu animowanego „Królewna Śnieżka”, choć wszyscy wokół wróżyli mu i jego firmie rychłe bankructwo.

UWAGA! KREATYWNOŚĆ ZWYKŁYCH PRACOWNIKÓW,
ICH SZYBKOŚĆ MYŚLENIA I TRAFNOŚĆ PODEJMOWANYCH DECYZJI JEST JUŻ LEGENDARNA.

 

Nieoczekiwana zmiana miejsc

Metoda Disneya, podobnie zresztą jak ta Rajkowa, bazują na efekcie zmiany. Szukając rozwiązania, musimy szybciej i bardziej kreatywnie myśleć, a to gwarantuje właśnie zmiana i to nie tylko miejsca (fotel) lub pozorna zmiana osobowości (wyobrażam sobie, że jestem np. Matką Teresą lub Lady Makbet). Psycholodzy zalecają przerwy w pracy na spacer, myślenie w obcych językach, wyrzucanie niepotrzebnych rzeczy z domu, słuchanie Wagnera lub śpiewu wielorybów. Ponadto sprawdza się przyjmowanie w wyobraźni roli adwokata diabła, entuzjasty, prowokatora i poszukiwacza dziur w całym. Wszystkie te umysłowe zabawy sprawiają, że jesteśmy raptem w stanie turbodoładować nasze myślenie, spojrzeć na dany problem świeżym okiem i rozwiązać go.

Ostatnia deska ratunku

Jeśli zapętliliśmy się i nijak nie potrafimy rozwikłać problemu, a żadna z powyższych metod nie przybliża nas do jego rozwiązania, trzeba poszukać rady u osób trzecich. Warto pamiętać, że w proszeniu o radę nie chodzi tylko o to, by jakąś sensowną, werbalną asystę pozyskać. Zdaniem amerykańskiej pary psychologów – Jennifer Mueller i Dishana Kamdara z Uniwersytetu Pensylwania, celem takiego zabiegu jest bardziej zmiana naszej wewnętrznej postawy. Szukając wsparcia, przekierowujemy nasz strumień myśli, wykazujemy się bowiem pokorą, która zawsze sygnalizuje otwartość na różnorakie rozwiązania. Dzięki temu w naturalny sposób rośnie nasza kreatywność i sami, bez niczyjego już doradztwa zbliżamy się szybko do podjęcia właściwej decyzji. Natomiast ci, którzy lubią udzielać rad, tracą nie tylko czas, ale też stają się mniej twórczy. Jak utrzymują na podstawie licznych badań Mueller i Kamdar, szybko bowiem wzrasta ich samoocena i przekonanie o własnej nieomylności. Padają w końcu ofiarą myślenia tunelowego i efekt „Wow!” nie pojawi się u nich dopóty, dopóki sami nie poproszą o radę i nie zakrzykną: „Eureka!”.

Urszula Dziewit-Gontowska

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.