Ewa Buczek de Boavoda z ojcem Jerzym Buczkiem
Przeczytasz w 4 minuty

„Pain Qutodien” – chleb powszedni, a jednak niecodzienny

Ewa Buczek de Boavida, współwłaścicielka piekarni Buczek, która od ponad 70 lat dostarcza krakusom wypieki najwyższej jakości, wie doskonale, że prowadzenie firmy rodzinnej z tradycjami to ogromy przywilej, ale też odpowiedzialność za markę, która tworzona przez dziesięciolecia karmi tym, co najlepsze. Od porannej kromki chleba, po puszyste brioszki, autorskie wyroby cukiernicze i najnowsze osiągnięcie firmy – Lody od Piekarza. Nie, to nie oksymoron. To nowa jakość na rynku lodów rzemieślniczych, który wciąż charakteryzuje duży potencjał wzrostu.

BWL: Lody od Piekarza? Proszę powiedzieć, jak łączy się ogień i wodę, chociaż w tym przypadku należałoby raczej powiedzieć, ogień i śmietankę?

EB: Ta linia naszych lodów rzemieślniczych to moja duża, osobista satysfakcja. Włożyłam w ten koncept mnóstwo serca i cieszy mnie, że marka tak dobrze przyjęła się na wymagającym rynku, gdzie konkurencja jest naprawdę spora. Nie będę oryginalna, gdy powiem, że od dziecka uwielbiam lody. Kto z nas jest wolny od tego słodkiego nałogu? Dla mnie, zakochanej w lecie i słońcu, są synonimem wakacji i kojarzą się z najbardziej beztroskim czasem. Dzieciństwo to przecież czas spełniania marzeń, które z perspektywy dorosłych są często na wyciągnięcie ręki, tym bardziej cieszy nas, że smak naszych lodów przenosi duże dzieci do czasów ich najlepszych wspomnień, a tym mniejszym osładza spacer w letnie popołudnie.

BWL: Co wyróżnia Państwa markę lodów, poza nazwą która spina na języku dwa żywioły?

EB: Jakość i sposób produkcji. Dbamy o to, by skład naszych lodów był jak najkrótszy, ingrediencje ograniczamy do minimum, bazując na jakości składników. Nie używamy past czy substancji przedłużających trwałość, wszystko co trafia do naszych deserów lodowych ma krótką metrykę, a każdy sprzedawca wie doskonale o źródłach pochodzenia użytych składników – pistacji z Iranu, które sami prażymy, owoców z Portugalii, śmietanki ze spółdzielni mleczarskiej w Skale, do której mleko pozyskuje się od krów wypasanych na słabo uprzemysłowionym terenie jury krakowsko-częstochowskiej, czy wody źródlanej nawilżającej nasze sorbety. Tu nie ma przypadków. Każdy składnik podlega starannej selekcji. Klient to czuje w końcowym produkcie i wiemy, że to docenia.

BWL: Firma istnieje na rynku od 1939 roku, chociaż co oczywiste, w wymiarze historycznym jej ciągłość liczy się od roku 1945. Jak wchodzi się do biznesu z taką tradycją w tle, jest to nieco deprymujące, czy daje poczucie wiatru w żagle?

EB: Zdecydowanie to drugie. Pozostając w marynistycznej terminologii, nawiguję bezpiecznie, nie tylko dlatego, że czuję duchowe wsparcie dziadka, czy też jak najbardziej realne rodziców , ale mam prawnicze i menedżerskie wykształcenie i wiem, jak omijać potencjalne rafy. Jesteśmy z bratem trzecim pokoleniem w tym biznesie, nasza firma na przestrzeni lat z małego punktu przekształciła się w nowoczesne przedsiębiorstwo zatrudniające ponad 500 osób. Każdy z nas ma swoje obowiązki i zakres działania. Ja wzięłam na siebie odpowiedzialność za rozwój i poszerzenie oferty o asortyment lodów. Był to swego rodzaju eksperyment, ale zarazem naturalny proces rozwoju firmy. Lody zostały świetnie przyjęte na rynku krakowskim, dlatego planujemy dalszą ekspansję i otwieranie nowych punktów w kolejnych latach.

BWL: Rynek lodowy systematycznie rośnie, są na nim obecni producenci z Polski, mocne marki z zagranicy, liczne franczyzy na mobilnych stoiskach czy hity sezonu w postaci lodów impulsowych z mocnym wsparciem marketingowym. Z kolei rynek piekarniczy jest bardzo rozdrobniony, pod koniec 2020 roku było na nim ponad 12 tys. producentów pieczywa i wyrobów ciastkarskich, co globalnie stanowi aż 38 % ogółu podmiotów branży spożywczej. Co jest Waszą przewagą konkurencyjną?

EB: Nieco przekornie powiem, że naszą siłą jest tradycja. Zarówno ta związana z osobą mojego dziadka, który był postacią nietuzinkową, niezwykle oddaną swojej pracy i szczerze kochającą to, co robił, jak i sposób kontynuacji jego dzieła przez rodziców, którzy bardzo się starali, by mimo postępu technologii zachować rzemieślniczy charakter naszych wyrobów. W czasach instant to ogromna zaleta. Kto z nas nie tęskni za comfort food, nostalgicznym połączeniem smaków przenoszącym nas do czasów dzieciństwa. Mimo że produkujemy 10.000 bochenków chleba dziennie, co sugerowałoby produkt masowy, dzięki temu, że każdy z nich wyrabiany jest ręcznie, a niektóre mają przedwojenne receptury, dajemy naszym klientom coś więcej niż chleb. Dajemy im smak, który znają i za którym zatęsknią, gdy tylko przekroczą rogatki Krakowa.

„Pain Qutodien” – chleb powszedni, a jednak niecodzienny
Fot. Mariusz Duda

BWL: Dzieli Pani swoje życie między Polskę i Portugalię. Jak przenikają się te dwie odmienne kultury, również kulinarne, w Pani życiu i pracy?

EB: W Portugali jest moje życie rodzinne, tam mieszkam na stałe. W Polsce pracuję i rozwijam firmę. Duża część pracy odbywa się online, to jeden z nielicznych pozytywnych skutków pandemii, który skrócił i uprościł komunikację, również z korzyścią dla środowiska. Nie wszystko jednak można zorganizować na odległość, więc bardzo dużo latam do Polski szczególnie w sezonie letnim (lodowym). Podpatruję i porównuje rozwój tego sektora w obu krajach i staram się przenosić na rynek polski to, co jest najlepsze w Portugalii. To dwie różne kultury, ale też bardzo różne smaki i produkty. Polski klient jest dużo bardziej wymagający, obok tradycyjnych, lubimy też innowacyjne smaki. Nasze lody są mniej słodkie i bardziej treściwe. Portugalia ze względu na położenie geograficzne ma pyszne owoce, dlatego, o ile jest to możliwe, sprowadzam stamtąd owoce, których używamy do produkcji lodów.

BWL: Kto Panią inspiruje, nie tylko w kontekście biznesu, ale w kontekście wartości, kreatywności. Co Panią napędza w życiu?

EB: Muzyka. Zarówno w Portugali jak i w Polsce, nasze domy przepełnione są muzyką. Uwielbiam dźwięk starych winylowych płyt odtwarzanych z adapteru. Szczególne upodobania to jazz i muzyka klasyczna. Jest to pasja mojego męża, który zgromadził imponującą kolekcje winylowych płyt, ale też moja, od najmłodszych lat gram na fortepianie. Bardzo mnie to relaksuje i dodaje energii. Lubię też czytać biografie, przeglądanie się w życiorysach innych ludzi, daje mi dystans do własnego życia, tak potrzebny w burzliwych i zmiennych czasach.

Ewa Buczek de Boavoda z ojcem Jerzym Buczkiem
Ewa Buczek de Boavoda z ojcem Jerzym Buczkiem  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Proszę wpisać nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z linkiem do ustawienia nowego hasła.