"Uważam, że medycyna estetyczna jest poniekąd sztuką." - wywiad z lek. med. Karoliną Pazerą
Przeczytasz w 3 minuty

„Uważam, że medycyna estetyczna jest poniekąd sztuką.” – wywiad z lek. med. Karoliną Pazerą

Od czego zaczęła się Pani przygoda z medycyną estetyczną?

Karolina Pazera: Pod koniec studiów zastanawiałam się, jaką specjalizację wybrać. Miałam kilka wizji siebie jako lekarza, rozważałam m.in. także medycynę estetyczną. Jednak w Polsce nie ma takiej osobnej specjalizacji, dlatego wybrałam jako podstawową okulistykę. Kiedy byłam na stażu, zaczęłam jednak coraz częściej myśleć o estetyce, podjęłam więc decyzję o dalszej nauce. Zdecydowałam się na kierunek Kosmetologia – Medycyna Estetyczna dla Lekarzy w Krakowskiej Wyższej Szkole Promocji Zdrowia. To było moje miejsce. Gdy tylko uzyskałam prawo do wykonywania zawodu, związałam się z tą gałęzią medycyny i do dziś nieprzerwanie jest ona moją pasją.

Jak wyglądały początki Pani pracy?

Karolina Pazera: Kiedy zaczynałam pracę, rynek estetyczny nie był tak rozwinięty jak obecnie. Podstawowym preparatem był wówczas botoks i zabiegi z jego użyciem były moimi pierwszymi, a następnie zaczęłam opanowywać procedury z kwasem hialuronowym. Jednak profesjonalne szkolenia i kursy stanowiły rzadkość, więc większości rzeczy uczyłam się sama, w praktyce. W tym zawodzie ważna jest determinacja i odwaga – a tych mi nie brakowało. Wiedziałam, że muszę próbować, inaczej niczego nie osiągnę. Co ciekawe, na samym początku postanowiłam sobie, że nigdy nie podejmę się modelowania ust. O ironio, po latach to właśnie ten zabieg stał się moją specjalnością…

Jak to się stało, że wypracowała Pani swoją metodę zabiegową?

Karolina Pazera: Dostrzegłam, że kobiety potrzebują zmian. Nie chciały już wyglądać identycznie, jak lalki z tej samej kolekcji. Jednak w Polsce nadal panował kult technik zza wschodniej granicy, gdzie medycyna estetyczna była dostępniejsza, a urodowy wzór stanowiła mocno przerysowana twarz o wyidealizowanych, nienaturalnych kształtach oraz przepełnionych ustach w tzw. stylu russian. To, co z jednej strony podobało się kobietom, nie do końca spełniało jednak ich oczekiwania. I tu zaczęły się moje poszukiwania. Sporo wtedy wyjeżdżałam z moim partnerem – również lekarzem, Krzysztofem Ziemlewskim. Obserwowaliśmy pracę osób zajmujących się estetyką za granicą, np. w Ukrainie. Tam, u źródła mogłam poznać różne metody zabiegowe i czerpać z nich to, co uważałam za najlepsze – a potem modyfikowałam je, by znaleźć złoty środek. Udało się. Czułam się trochę jak artystka, która znalazła swój styl.

Użyła Pani słowa „artystka”, czyli widzi Pani w medycynie estetycznej pewien artyzm?

Karolina Pazera: Tak właśnie ją postrzegam – uważam, że medycyna estetyczna jest poniekąd sztuką. Fascynuje mnie oczywiście jako nauka pomagająca zwalczać ludzkie problemy zdrowotne i estetyczne. Jednak patrzę na osoby przekraczające próg mojego gabinetu nie tylko jak na pacjentów, ale też jak na potencjalne dzieła. Mogę nadać ich twarzom właściwe proporcje, przywrócić utraconą symetrię i wydobyć ich prawdziwe piękno. A to wykracza, moim zdaniem, poza wyłącznie lekarskie kompetencje. Oczywiście umiejętności i wiedza to podstawa, jednak liczy się także zmysł estetyczny, wyczucie – a to bliższe jest artyście niż rzemieślnikowi.

Wspomniała Pani o tym, że medycyna estetyczna wygląda teraz zupełnie inaczej niż na początku Pani drogi zawodowej – jakie zmiany zaszły w tej branży od tego momentu?

Karolina Pazera: Zmiany te postępują dwutorowo. Z jednej strony mamy rozwój technologiczny i naukowy. Obserwujemy swego rodzaju wyścig, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Laboratoria na całym świecie dążą do kolejnych przełomów, czego wynikiem są innowacyjne preparaty i urządzenia do coraz lepszych, skuteczniejszych zabiegów. I tak jest w istocie, np. biostymulatory, które kiedyś wymagały 3-4 serii, teraz potrafią dać doskonałe efekty już po 2 aplikacjach. To pierwszy aspekt. Drugim zaś jest rosnąca świadomość społeczeństwa, które wie więcej na temat estetyki. Sama propaguję właśnie takie edukacyjne podejście do tej dziedziny. Chcę opowiadać ludziom, czego mogą oczekiwać po danym zabiegu, a czego szczerze nie osiągną. To owocuje, ponieważ pacjenci częściej stawiają na profilaktykę anti-aging. Wiedzą, że jeśli odpowiednio wcześniej zaczną działać, opóźnią pewne procesy i potem będą lepiej wyglądać, bez konieczności sięgania po bardziej inwazyjne zabiegi. Poza tym zmienił się również kanon piękna. Teraz trendem jest naturalny wygląd, subtelny rezultat. A medycyna estetyczna odpowiada na te potrzeby np. procedurami autologicznymi, które stymulują organizm do samoregeneracji. Po co niepotrzebnie stosować substancje wypełniające, jeśli nie jest to konieczne? I taka filozofia jest bliska mnie samej. W końcu przecież piękno ma służyć nam, a nie my jemu.

Dziękuję za rozmowę.

 

www.drpazera.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Proszę wpisać nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z linkiem do ustawienia nowego hasła.