Kryzys to zagrożenie, ale też szansa – rozmowa z dr. Mateuszem Grzesiakiem, psychologiem i wykładowcą akademickim

Pandemia zweryfikowała światowe rynki. Badania pokazują, że pandemii najbardziej ucierpiały biznesy prowadzone przez kobiety. Jaka Pana zdaniem jest tego przyczyna?

Przykro mi z tego powodu. Jedną z przyczyn jest to, że w pandemii najbardziej ucierpiały branże najczęściej zarządzane przez kobiety, jak: hotelarstwo, gastronomia, turystyka czy kultura. Nie winiłbym tu jednak samej pandemii, ale zwróciłbym też uwagę na fatalny sposób zarządzania nią przez władze. Brak spójności i konsekwencji, wprowadzanie restrykcji na ostatnią chwilę, brak wystarczającego wsparcia finansowego ze strony rządu – to wszystko spowodowało, że te trzy fale zmiotły wiele biznesów. Prawdą jest też, że najbardziej ucierpiał biznes zarządzany  przez kobiety. Stąd Nicole Mason, prezes i dyrektor generalna Institute for Women’s Policy Research  obecną recesję nazywa wręcz shecession (od połączenia angielskich słów she, czyli ona i recession, czyli recesja).

Czy pana zdaniem jakikolwiek wpływ na to mogło mieć też to, że ze względu na zdalne nauczanie kobiety w godzinach pracy nie wychodziły z roli matek?

– Z roli matki się nie wychodzi się do końca, ale to zdalne nauczanie mogło mieć znaczący wpływ na organizację pracy przez businesswomen. Jednocześnie pamiętajmy, że po pierwsze kobieta biznesu jest dobrze zorganizowana, więc jeśli chodzi o technologię i czas często jest w stanie znaleźć dodatkowy czas dla dziecka, byle też móc w miarę normalnie prowadzić biznes. Jeśli to kobieta jest jedynym lub głównym żywicielem rodziny, dochodzi też kwestia odpowiedzialności zarówno za firmę, jak i za rodzinę. Po drugie większość firm prowadzona jest przez kobiety powyżej 40 roku życia i starsze, które w większości przypadków mają już odchowane bądź dorosłe dzieci – mogły więc skupić się na biznesie. Na pewno jednak kobiety pracujące na szeregowych stanowiskach, samozatrudnione lub samotnie wychowujące dzieci miały dużo trudniej i to one najczęściej traciły pracę w pandemii.

Co sądzi pan o regulacji czasu pracy zdalnej? Czy taki projekt ma w ogóle szanse powodzenia?

– Sama idea jest słuszna, zarówno z punktu widzenie pracownika, jak i pracodawcy, gdyż była to dziedzina do tej pory nieuregulowana (praca zdalna, to nie to samo co telepraca). Pytanie, na ile przepisy będą przejrzyste i nie budzące wątpliwości czy miliona możliwych interpretacji. Moim zdaniem, jako przedsiębiorcy, doktora zarządzania i magistra prawa proponowane regulacje w większym stopniu polegają na przewidywaniu szczegółowych przypadków niż na wyznaczaniu i wytyczeniu podstawowych zasad. Mamy tu więc do czynienia z kazuistyką, która w efekcie prowadzi do trudności we wprowadzeniu przepisów w życie i może prowadzić do absurdów. Planowana ustawa nie rozróżnia np. pracy zdalnej od pracy hybrydowej, co spowoduje, że po jej wprowadzeniu praca hybrydowa, tak przecież popularna zarówno wśród pracowników jak i pracodawców będzie podlegała w całości pod tę ustawę. Wprowadzi to ogrom określonych warunków do spełnienia, które nie będą na rękę zarówno pracodawcom jak i pracownikom. Chociażby kwestia godzin pracy. Jeśli dotychczas zatrudniony pracownik wykonywał pracę w godzinach 9:00- 17:00, to zgodnie z nowymi przepisami będzie musiał ją wykonywać w tych samych godzinach w domu. A przecież powinna być to kwestia elastyczna, do ustalenia między pracownikiem a pracodawcą. Pracownik może chcieć inne godziny pracy, chociażby w zależności od warunków mieszkaniowych czy rodzinnych.

Wiele kobiet, ale też wielu mężczyzn straciło pracę w czasie pandemii. Gdyby podjęli decyzje o zmianie branży i gdyby miał im pan doradzić, w jakich segmentach rynku będzie praca, co by im Pan podpowiedział?

– Chińczycy, by napisać słowo „kryzys” wykonują dwa pociągnięcia pędzlem. Jedno oznacza zagrożenie, a drugie szansę. Chodzi o to, by recesji, z którą obecnie mamy do czynienia być świadomym czyhającego zagrożenia, ale też nie stracić z oczu szansy. Bo przecież są firmy które nie tylko przetrwały pandemie, ale też na niej wzrosły. Przede wszystkim nie straciły wszystkie firmy, które mogły i potrafiły się przenieść do online, a także ograniczyć koszty, czyli handel online, edukacja online, serwisy streamingowe. Online to nie jedyny wyznacznik, bo zyskały tez branże, które nie mogą z naturalnych powodów przenieść się do online, ale wykorzystują czujnie zachowania konsumenckie. Mam tu na myśli branże budowlaną. Polacy w czasach recesji mniej ufają systemowi bankowemu, niskie stopy procentowe też robią swoje, więc wycofują swoje oszczędności, chcąc je ulokować w bezpieczny sposób. Gra na giełdzie w dobie globalnego kryzysu jest zbyt ryzykowna, więc co robią? Między innymi kupują mieszkania. Rok 2020 zapisze się w historii polskiego budownictwa mieszkaniowego jako trzeci najlepszy w historii. A skoro się budują, to potrzebują architektów, projektantów wnętrz, ekip remontowych etc. Wiadomo też, że dodatkowym argumentem za zamianą dotychczasowego lokum była potrzeba większego mieszkania lub domu. Przykładowo, w normalnych czasach sprzed pandemii pięcioosobowa rodzina mogła funkcjonować w 3-pokojowym mieszkaniu. W czasie kiedy rodzice i dzieci zaczęli żyć zdalnie, prowadziło to też do konfliktów. Coraz więcej osób zainteresowanych jest też zmianą miejsca zamieszkania. Zobaczyli, że świetnie radzą sobie na pracy zdalnej, wiec nie muszą mieszkać w mieście, w ciasnym mieszkaniu, daleko od lasu, z wysokimi kosztami życia, skoro mogą się wynieść na wieś, mieć przestrzeń w domu i wokoło, niższe podatki i świeże powietrze. Potrzebują jedyne dobrego Internetu.

Świetnie sobie radzą również firmy zajmujące się edukacją. Skoro ograniczono podróże, możliwości przemieszczania się i spędzania wolnego czasu z przyjaciółmi, nagle się okazało, że jest boom na kursy, warsztaty webinary i studia online. Poza tym osobiście jestem zwolennikiem idei life ling learningu zachęcam wszystkich do samorozwoju i nauki.

Komu łatwiej przychodzi pogodzenie się z utratą firmy? Kobietom czy mężczyznom i dlaczego?

– Boli tak samo, ale każdy inaczej przeżywa porażkę. Mężczyźni podchodzą do tego bardzo ambicjonalnie isą bardziej podatni na depresję w takiej sytuacji. Im też przekonanie w własnym sukcesie przychodzi łatwiej i szybciej się do niego przyzwyczajają. A wiadomo, że z im wyższego konia się spada, tym upadek mocniej boli.

Z kolei kobiety nawet kiedy odnoszą sukces częsta go deprecjonują mówiąc, że to szczęście, albo że gdyby nie pomoc tego czy owego by się nie udało.

Jak zarządzać biznesem w dobie kryzysu? 

– Mądrze i naukowo. Polska przedsiębiorczość jest młoda. 1,8 miliona polskich przedsiębiorstw to w większości firmy małe o charakterze rodzinnym. Zdecydowana większość z nich jest zarządzana poprzez pryzmat intuicyjny i romantyczny. Romantyzm oznacza tu głównie emocjonalność, relacyjność. Nijak ma się on do zarządzania naukowego, które pokazuje, jakimi konkretnie modelami poukładać w odpowiedni sposób procesy w firmie i zrobić z pomysłu działający biznes. Polski biznes nie jest domyślnie prowadzony poprzez nauki zarządzania, czy nauki marketingowe – jest on o wiele bardziej przypadkowy i panuje w nim nieświadomość. Zalecałbym więc jako konsultant biznesowy polskim przedsiębiorcom edukację, edukację i jeszcze raz edukację. Proszę mi wierzyć, że na kryzys można się przygotować, a nawet zrobić na nim biznes.

Jak pan ocenia działania polskiego rządu w pandemii w aspekcie sprawach dotyczących gospodarki? Co było dobre a co złe?

– Fatalnie. Podstawowym i najważniejszym błędem było wprowadzenie patologii jaką jest lockdown. Deprywacja ludzi z potrzeb społecznych takich jak interakcja i afiliacja, uniemożliwianie przedsiębiorcom pracy i doprowadzanie do ich bankructwa, niszczenie rozwoju emocjonalnego dzieci poprzez zamykanie szkół, ograniczanie zdrowia blokowaniem możliwości uprawiania sportu i wiele innych, są dewastujące dla społeczeństw pod każdym kątem – doprowadziły do złego stanu nasz stan psychiczny i gospodarkę.

Jak Pana zdaniem będzie wyglądała polska gospodarka po pandemii? Co się zmieni w poszczególnych segmentach gospodarki?

– Nasze życie i funkcjonowanie immanentnie wpływa na gospodarkę, dlatego niektóre segmenty odbudują się wraz z naszą aktywnością. Przykładowo, na pewno wrócimy do chodzenia na koncerty i konferencje, podróżowania, chodzenia do restauracji, spania w hotelach. Za to mniejszym stopniu wrócimy do pracowania w biurach czy robienia zakupów w sklepach stacjonarnych – te zmiany są trwałe, zasadne i zdrowe.
Dodatkowo, świat szuka rozwiązań na pandemię i dopatruje się ich między innymi w masowych szczepieniach. Widać po krajach prowadzących kampanie zakrojone na szeroką skalę, że życie może wrócić do normalności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.