Marta Misztal – Polka, która zdobywa szczyty

BWL: Proszę powiedzieć, jak zaczęła się Pani przygoda z górami?

M.M.: Już od dziecka, mój tata zabierał mnie w polskie góry pod namiot. Zawsze uwielbiałam te wyprawy, bo był to jedyny czas, gdzie miałam z nim dobry kontakt. Później niestety nasze relacje się pogorszyły, a moja przygoda z górami się tymczasowo zakończyła. Dopiero po wielu latach, w wieku dwudziestu paru lat, postanowiłam wybrać się do Peru na słynny 4-dniowy trekking przez Andy trasą Inca Trail. To była pierwsza moja styczność z wysokością. Po tej wyprawie, bardzo zaintrygowało mnie to, jak to jest wejść jeszcze wyżej, dlatego od razu zapisałam się na wycieczkę na najwyższą górę w Afryce, Kilimanjaro. I tak zaczęła się moja prawdziwa przygoda z Koroną Ziemi. W międzyczasie zaczęłam też zdobywać inne góry europejskie, co zapoczątkowało pomysł Korony Europy.

BWL: Czy zdobywanie szczytu można porównać z jakimkolwiek innym doświadczeniem?

M.M.: Myślę, że wiele pasji można byłoby z tym porównać. Góry to nie tylko wysiłek fizyczny, ale także niesamowite poświęcenie, wyzwanie logistyczne, a na końcu, jeśli dobrze pójdzie, niesamowita satysfakcja. Wydaje mi się, że wielu ludzie z prawdziwą pasją zgodziłoby się z tym poglądem. Weźmy pod uwagę małą baletnicę… tyle serca i wysiłku co ona musi dać z siebie, żeby coś osiągnąć, jest nie do opisania. Ciągłe wyrzeczenia na rzecz treningów, surowa dieta, brak kontaktu z koleżankami i kolegami, nieprzespane noce przed ważnymi występami… to wszystko jest mi również bardzo znajome, mimo że ja chodzę w ogromnych górskich butach, a ona w pięknych delikatnych baletkach.

BWL: Co jest najtrudniejsze podczas takich eskapad – zapanowanie nad ciałem, czy walka z umysłem?

M.M.: Walka z umysłem jest zdecydowanie dużą częścią takiego wyzwania. Bardzo często zdarza się, że osoby słabsze fizycznie, ale silniejsze psychicznie mają większe szanse na sukces niż te, które górują sprawnością fizyczną. Nieraz byłam tego świadkiem. Nie jestem typem atlety, lub biegaczem. Jestem osobą dosyć drobną, więc pewnie i słabszą z natury (mam tylko 162 cm wzrostu), a mimo wszystko widziałam osoby silniejsze, którym nie udało się wejść na szczyt w tych samych okolicznościach szczytowych. Co ciekawe, byłam też świadkiem, gdzie osoba, która potrafi przebiec maraton w 2 godziny 20 minut, została przydzielona do słabszej podgrupy ode mnie, ponieważ nie potrafiła się zorganizować w czasie wspinania lub wokół obozowiska. Dla porównania  ja nigdy nawet maratonu nie przebiegłam, ale bardziej potrafiłam się ogarnąć i wspinać bardziej efektywnie i do celu. Dlatego, siła psychiczna jest bardzo ważna i na szczęście w moim przypadku ona zdecydowanie dominuje nad siłą fizyczną i liczę na to, że to pozwoli mi wejście na szczyt Everestu.

BWL: W jaki sposób przygotowuje się Pani do podróży? Ile tygodni, miesięcy wcześniej zaczyna Pani ją planować?

M.M.: Jeśli chodzi o Koronę Ziemi, to nigdy nie mam gwarancji, że zdobędę szczyt, dlatego nigdy nie planuje kolejnych wypraw, dopóki nie zejdę cała i zdrowa z obecnego szczytu. Dlatego decyzja o Evereście zapadła dopiero jak udało mi się zdobyć poprzednią górę tj. Vinson na Antarktydzie. Wtedy natychmiast zaczęłam przygotowania, czyli mniej więcej 15 miesięcy przed samą wyprawą. Był to niesamowicie pracowity czas. Ciągłe treningi, wyprawy trekkingowe, sprawy finansowe, organizacja i sprawdzanie sprzętu itd. Największym zaskoczeniem dla mnie było to, ile logistycznie pracy wymaga takie przedsięwzięcie, szczególnie w czasie pandemii. Siłownie są zamknięte, wyjazd w wysokie góry nie wchodzi w rachubę, a szukanie odpowiedniego sprzętu to już wyzwanie samo w sobie, skoro nie można nic przymierzyć, popatrzeć lub wypróbować.

Jeśli chodzi o Koronę Europy, to z reguły zaczynam planować wyprawę jakieś 3 miesiące wcześniej. Organizuję wtedy grupowy wyjazd i szukam chętnych, żeby do mnie dołączyli. Dużo z tych szczytów nie wymaga większych kosztów lub wyrzeczeń, więc mnóstwo ludzi jest zainteresowanych. Dzięki temu udało mi się stworzyć grupę trekkingową, taką swoją paczkę, która ciągle się rozwija. Dużo ludzi dołącza do nas przez moje media społecznościowe, tj. Instagram i Facebook pod nazwą @tolivetotravel.

BWL: Jakie to uczucie zdobyć szczyt?

M.M.: Uczucie jest niesamowite! Natychmiast zapomina się o bólu i ciężkiej pracy, jaką się w to włożyło. Adrenalina uderza i nagle czuje się mega dopływ energii, mimo że jeszcze parę minut wcześniej nie było sił, żeby otworzyć butelkę i napić się wody. Nie wspominając już o widoku. Mój najpiękniejszy szczyt to Denali, także zwany McKinley w Ameryce Północnej. Była to najtrudniejsza góra, jaką zdobyłam, więc może też dlatego najbardziej ją zapamiętałam.

BWL: A jak spędza Pani wolny czas? Czy jest coś, co może śmiało konkurować z pasją nr 1?

M.M.: Szczerze mówiąc, to nie mam zbyt dużo wolnego czasu. Jeśli nie przygotowuję się na wyjazd w wysokie góry, to planuję inne wyprawy. Bardzo dużo podróżuję. Byłam już w ponad 60 krajach. Większość z nich zwiedziłam albo sama, albo, tak jak wcześniej już wspomniałam, z grupą jako organizatorka. Właściwie to prawie wszystkie dotychczasowe góry z Korony Europy osiągnęłam grupowo. Zorganizowanie takiej wycieczki jest bardzo czasochłonne, więc niewiele czasu dla siebie mi zostaje. Szczególnie jeśli równocześnie pracuję od poniedziałku do piątku w finansach, gdzie bardzo często mam nadgodziny. Ale, jak to się mówi, dla chętnego nie ma nic trudnego. A jak już znajdę trochę czasu, to pewnie coś aktywnego wymyślę. Jakiś czas temu zaczęłam pływać na kitesurfingu i chciałabym latem do tego wrócić.

BWL: Gdy zdobędzie Pani wszystkie szczyty to…?

M.M.: Haha, tego chyba nie mogę powiedzieć, bo moja mama pewnie będzie czytać i nie będzie pod wrażeniem.  Ale tak bardziej poważnie to chyba wybiorę się na długi wyjazd na plażę, bez żadnych intensywnych zajęć, najlepiej to tylko leżakowanie przy basenie, z mojito w jednej ręce a z książką w drugiej. Bardzo mi tego brakuje, ale na to będzie czas.

 

Marta Misztal

Jestem turystką, poszukiwaczem przygód i alpinistką. Tej wiosny wspinam się na Everest. Jeśli uda mi się wejść na szczyt, będzie to moja szósta góra Korony Ziemi (najwyższa góra na każdym z siedmiu kontynentów). W międzyczasie zamierzam też zdobyć Koronę Europy (najwyższy szczyt każdego europejskiego kraju). Jestem mniej więcej w połowie, a po Evereście zamierzam przyspieszyć i ukończyć wyzwanie, miejmy nadzieję, że do końca przyszłego roku. Nikt na świecie nie ukończył tych dwóch wyzwań razem, więc trzymajmy kciuki, abym była pierwsza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.