KTO NIE CHCE, SZUKA WYMÓWEK,KTO CHCE, SZUKA SPOSOBU

SWOIM KLIENTOM TŁUMACZY, ŻE NAJWAŻNIEJSZE JEST SZUKANIE SPOSOBU. BO TO WYMAGA PRZYJĘCIA ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA EWENTUALNĄ PORAŻKĘ; BO WYMAGA CZASU I ENERGII, BY WPROWADZIĆ ZMIANY WE WŁASNYM ŻYCIU. ALE WARTO! ONA SAMA, MIRELLA PIWISZKIS-SAWONIAKA JEST TEGO NAJLEPSZYM PRZYKŁADEM.

 

WARTO SPOJRZEĆ NA NIEPOWODZENIA JAKO
KOLEJNE STOPNIE DO ODNIESIENIA SUKCESU.

 

BWL: Osiągnęła Pani pełnoletność w pracy zawodowej! Zrealizowała ponad tysiąc dni szkoleniowych. Wspomina Pani czasem początki kariery?

MPS: Mimo pierwszego wykształcenia prawniczego to psychologia zawsze była moim marzeniem. Na początku odnosiłam sukcesy w zupełnie innej branży – budowlanej, karierę zaczynałam w koncernie Umdash. Jednak to nie było dla mnie, moje marzenie wciąż się we mnie tliło. Któregoś dnia wpadła mi w ręce sentencja Lao-tzu: „Nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku”. I zgodnie z metodologią kaizen postanowiłam robić jedną rzecz w miesiącu, która przybliży mnie do bycia trenerem biznesu. Udało mi się dopiąć swego, ukończyłam psychologię i zostałam certyfikowanym trenerem.

BWL: Czy było trudno… postawić ten pierwszy krok w branży?

MPS: Bardzo trudno. Przez półtora roku właściwie zrobiłam tylko pięć szkoleń – można więc powiedzieć, że byłam bezrobotna, ale z czasem, dając z siebie wszystko, zbudowałam taką markę osobistą, że mogłam pomyśleć o założeniu swojej firmy. Muszę jednak powiedzieć, że gdy wprowadzasz w życiu takie zmiany, na jakie ja się zdecydowałam, bardzo ważni są ludzie, którzy cię otaczają. A ja mogłam liczyć na wsparcie moich rodziców. Byłam wówczas samotną matką i byłoby mi dużo trudniej rzucić menedżerskie stanowisko w korporacji i próbować sił jako trener, gdyby nie ich wsparcie.

BWL: Teraz jest Pani ekspertem w swojej branży, a wśród Pani klientów są znane marki: TVN, Whirlpool, Benetton czy Accenture. Czuje się Pani spełniona?

MPS: Uważam, że każdy zrealizowany cel prowadzi do następnego. Człowiek spełnia się w życiu wówczas, kiedy jest zadowolony z tego, kim jest, i z tego, co posiada. Jestem szczęśliwą mamą trójki dzieci, które każdego dnia wywołują na mojej twarzy uśmiech. Otaczają mnie niezwykli ludzie, którzy uczą mnie każdego dnia czegoś zupełnie nowego. Mam wspaniałych pracowników oraz przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć. Spełniam swoją życiową misję, jaką jest rozwój osobisty ludzi oraz czynienie, aby w tym procesie wzrastania stawali się szczęśliwsi i bardziej spełnieni. To wszystko razem sprawia, że mogę uznać się za osobę spełnioną.

BWL: W jaki sposób dobiera Pani tematy warsztatów, spotkań i szkoleń?

MPS: Wywodzę się z biznesu i ten biznes rozumiem. W związku z tym w kręgu moich zainteresowań jest głównie zmiana na poziomie wskaźników biznesowych: wzrost sprzedaży, fluktuacja zatrudnienia czy też zwiększenie satysfakcji pracowników. Klient dostaje od nas to, czego potrzebuje, a nie zawsze to, czego chce. Kiedy zgłasza się do nas z prośbą o warsztat ze współpracy dla dwóch niedogadujących się ze sobą działów, my mówimy: nie. Warsztat nic nie zmieni, ludzie mają kompetencje, by współpracować, ale nie mają motywacji, by to robić. A więc postanawiamy oddziaływać na ich postawy. Zamiast szkolenia opracowujemy dla klienta sześciomiesięczny projekt rotacyjny. Efekt tego działania? Znaczna poprawa relacji we współpracujących zespołach, zmiana podejścia do sprzedaży, zwiększająca się efektywność firmy. Realne efekty biznesowe.

BWL: Stworzyła Pani autorskie programy szkoleń. Do kogo głównie są skierowane?

MPS: Klientem Inspire może zostać każda firma, jednak przez lata zyskaliśmy opinię firmy szkoleniowej od zadań specjalnych, której powierzane są szczególnie wymagające problemy w organizacjach. Mamy rozwiązania niszowe dla pracowników sektora IT, finansowego, retail, w których jesteśmy niezwykle skuteczni.

Nawet najwięksi giganci z branży reklamowej oddają w nasze ręce rozwój kreatywności swoich specjalistów, a z drugiej strony jesteśmy w stanie w konserwatywnych organizacjach wdrażyć projekt innowacji. Zdaniem naszych klientów wyjątkowo dobrze przygotowujemy menedżerów do ich roli.

BWL: Wspiera Pani kadrę zarządzającą w planowaniu działań organizacji, także tych, które dotyczą pracowników. Na co pracownicy narzekają najczęściej?

MPS: W relacjach pracowników najczęściej powtarzają się dwa problemy do rozwiązania na już: zbyt duża liczba maili oraz bezproduktywne zebrania, które coraz częściej są nazywane w firmach również w Polsce, syzyfingiem. To największe pożeracze czasu.

Wiele osób ma poczucie utraty kontroli, ma za dużo zadań, danych, informacji, które stale się zmieniają, a czasu coraz mniej. Większość z nas w ciągu ostatnich siedemdziesięciu dwóch godzin odebrała więcej danych mogących wpłynąć na powstanie nowego projektu lub  zmianę priorytetów, niż nasi rodzice mogli zdobyć w ciągu miesiąca, a nawet roku. Pomagamy firmom lepiej zapanować nad tą sytuacją. Mimo przytłaczającej nas już dziś liczby obowiązków istnieje możliwość, abyśmy funkcjonowali efektywnie, jednocześnie zachowując przyjemne uczucie spokoju i kontrolowania sytuacji.

BWL: Uczy Pani również, jak oswoić porażkę. To rzeczywiście tak trudne zadanie? Czy zawsze da się ją przekuć w sukces?

MPS: Kiedy chce się coś osiągnąć, nie sposób uniknąć błędów. Bez porażek nie byłoby wielkich sukcesów. Warto spojrzeć na niepowodzenia jako kolejne stopnie do odniesienia  sukcesu. Jeśli coś nam nie wychodzi, to może za wiele razy próbowaliśmy dojść do celu tą samą drogą? Może warto spojrzeć na problem z innej perspektywy? Osoby takie jak Henry Ford, Walt Disney czy Stephen King zaczynali od serii porażek, mimo to się nie poddali i odnieśli sukces.

BWL: Co trudniej jest udźwignąć: sukces czy porażkę?

MPS: Przychodzą do mnie na coaching również ludzie, którzy w karierze osiągnęli już bardzo dużo. Mają stanowiska, wysokie pensje, liczącą się markę osobistą w firmie. Zgłaszają się na coaching, bo chcą zmiany, marzą o własnym biznesie. Po pierwszej sesji już wiem, że jest coś, co ich blokuje. Ich własny sukces. Tak naprawdę nie chcą rezygnować z tego, co już osiągnęli. Nie da się jednak przeskoczyć z jednego szczytu na drugi szczyt. Z pierwszego najpierw trzeba zejść, aby móc wspiąć się na drugi. Oni natomiast próbują stać w rozkroku, zachowując dotychczasowe status quo, starają się zbudować coś „na boku”. Zwykle nie wychodzi. Rezygnują, racjonalizując sobie to rozsądkiem: mam przecież dzieci, które muszę utrzymać, stała pensja w korporacji mi to zapewnia. A co, jeśli zachoruję? Pozostając na etacie, zabezpieczam się na tę okoliczność. Mam urlop, wolne popołudnia, mogę spędzić czas z rodziną itp. Czy oni naprawdę chcieli tej zmiany? Nie, tak naprawdę chcieli tego, co już mają. Dzięki coachingowi to zrozumieli i żyją najlepszym dla nich scenariuszem. Często sprawdza się tu porzekadło, że kto nie chce, szuka wymówek, kto chce, szuka sposobu.

BWL: Jak sprawić, byśmy jednak częściej… szukali tego sposobu?

MPS: To bardzo proste. Wystarczy jedno pytanie. Przestańmy pytać: czy mi się uda, zy jestem wystarczająco mądra, czy to jest możliwe… W ten sposób szukamy wymówek: Nie uda mi się, bo jestem za głupia, zbyt biedna, miałam złych rodziców lub złego męża. Poprawna forma pytania, jakie należy sobie zadać, to pytanie: JAK? Jak postąpić, żeby się udało? Jak inaczej do tego podejść? To jest właśnie szukanie sposobu. I to jest trudniejsze. Bo wymaga przyjęcia odpowiedzialności za ewentualną porażkę. Bo musimy włożyć czas i energię we wprowadzanie zmiany w swoim życiu. Ale warto! Jestem tego najlepszym przykładem.

 


MIRELLA PIWISZKIS-SAWONIAKA
− absolwentka prawa oraz psychologii na UW. Trener i coach z powołania.
Założycielka firmy szkoleniowej Inspire. Wspiera największe firmy w rozwoju
i kształtowaniu kompetencji miękkich. Pracuje z najwyższą kadrą menedżerską.
Szczęśliwa mama Nadii, Ignasia i Jaśminy. Fascynatka innowacyjności. Jej życiową
misją jest wspieranie ludzi w ich drodze do spełnienia zawodowego i osobistego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.