Inspirujący wywiad z Kamilą Wojciechowicz, artystką, której prace można oglądać na całym świecie

Pani Kamilo, jest pani niezwykłą artystką dla której świat w zasadzie nie ma granic. Urodziła się pani w Australii, studiowała m.in w Londynie, Pani prace mogliśmy oglądać w Mediolanie, Nowym Jorku, Hong Kongu. Jak to się stało, że swoje życie zawodowe związała Pani ze sztuką? Czy ta otwartość na świat miała na to wpływ?

Od dziecka przemieszczałam się z jednego miejsca w drugie. Moi rodzice dużo podróżowali, jeździliśmy kilka razy w roku do Prowansji, Toskanii lub w swojskie Tatry. Stąd wzięła się też moja potrzeba podróżowania, odkrywania nowych miejsc, ludzi. Cieszę się, że miałam szansę poznać tylu wspaniałych, ciekawych ludzi na mojej drodze życiowej, którzy przyczynili się do mojego rozwoju artystycznego. Moja dwujęzyczność również przyczyniła się do tego, że byłam bardziej otwarta na ludzi wyróżniających się. Moi rodzice przyjaźnili się z wieloma artystami, kolekcjonowali dzieła sztuki, i w pewnym sensie wyhodowali sobie artystkę!

Prezentuje Pani w swoich ezoterycznych kolażach, rysunkach i kompozycjach zamkniętych w pudełkach teatralne w wyrazie sceny z życia mitologicznych postaci, które w tej miniaturowej scenografii stanowią ciekawe połączenie teatru, obrazu, ilustracji i malarstwa. Skąd taki oryginalny pomysł?

Wszystko zaczęło się od wyjazdu do Stanów w 2016 roku. Basha Maryanska, utalentowana i powszechnie znana artystka mieszkająca od 30 lat w USA, zaprosiła mnie na rezydencję artystyczną w miejscowości Beacon. Postanowiłam tam pojechać, mimo, że kosztowało mnie to dużo wysiłku i oszczędności. Tam poznałam prace australijskiej artystki, Iriny Korotkov, piękne dzieła sztuki zamknięte w pudełkach niczym w drogocennych szkatułach. Zachwyciłam się jej pracami, i postanowiłam stworzyć własny świat w pudełkach, składający się z infantek, pegazów, nosorożców oraz wielu innych postaci. Postacie, które stworzyłam, były inspirowane moim krótkim pobytem w Madrycie, kiedy zwiedzałam Muzeum Prado. Inspirowałam się również pięknym krajobrazem doliny Hudson. Akurat przyjechałam podczas „indiańskiego lata”, czyli na przełomie września i października. Nie mogłam uwierzyć, że liście mogą być tak naturalnie jaskrawo czerwone…

Czy to prawda, że Pani prace nawiązują do znaków zodiaku chińskiego oraz klasycznego? Dlaczego akurat znaki zodiaku?

Znaki zodiaku, mimo, że są pozbawione dowodów naukowych, przetrwały do dzisiejszych czasów, i ludzie nadal wierzą w swoje znaki zodiakalne. Mnie interesuje ezoteryka, rzeczy, których nie da się naukowo udowodnić, a w które mimo wszystko wierzymy. Sama czuję się bardzo ściśle związana ze znakiem Bliźniąt oraz chińskim znakiem Kozy. Bliźnięta mają podwójne osobowości, a ja zawsze czułam, że potrafię z jednego człowieka radykalnie zmienić się w zupełnie inną osobę. Mam w sobie osobowość ekstrawertyczną, optymistycznie nastawioną do życia, kochającą kolory. Z drugiej strony kryje się we mnie osoba skrajnie introwertyczna, przerażona światem i przyszłością naszej cywilizacji, preferująca mrok i zafascynowana śmiercią.

Wykorzystuje Pani w swoich instalacjach jedwabne szale, oraz inne elementy trójwymiarowe. To dość niecodzienne i nowatorskie wyzwanie – jak odbiera je publiczność?

Publiczność jest zafascynowana innowacją pudełek, zwłaszcza Panie, które uwielbiają szale. Sama jestem fanką szali, mam ich ogromną kolekcję. Mam jednak wrażenie, że potencjalni klienci nie wiedzą, czy warto inwestować w takie prace. Łatwiej jest kupić obraz, ponieważ obraz jest odpowiednikiem inwestycji w złoto. Jeżeli zaś chodzi o instalacje artystyczne, to nasze społeczeństwo musi się przyzwyczaić do tego, że sztuka pojawia się w różnych formach. Te prace są unikatami, nie da się ich skopiować, każde wymagało ogromnego poświęcenia i dedykacji.

Które z dotychczasowych osiągnięć ma dla Pani szczególny wymiar i dlaczego?

Największym moim osiągnięciem artystycznym byłoby stworzenie cyklu „Paradise Settings”. Wydaje mi się, że wtedy udało mi się stworzyć coś, co przetrwa dłużej niż ja. Prace te zresztą zostały nagrodzone w konkursie Concorso Buenos Aires w Mediolanie – wygrałam tam pierwsze miejsce za cykl „Paradise Settings”. To była piękna ceremonia w pałacu podobnym od środka do Zamku Królewskiego. Jeżeli zaś chodzi o sukces komercyjny, to wyjazd do Hong Kongu był moim osobistym sukcesem. Spełniło się moje marzenie wyjazdu do Azji.

Którzy artyści światowej sławy są dla Pani inspiracją?

Albrecht Dürer, Leonardo da Vinci, Zbigniew Beksiński i  Aubrey Beardsley są moimi mistrzami od kreski, Henri Matisse, Olaf Hajek i Frida Kahlo nauczyli mnie operować kolorem, a Jackson Pollock i Basha Maryanska pokazali mi, że czasem dobrze jest tworzyć pod wpływem emocji.

W zasadzie najrzadziej można Panią spotykać w… Polsce. Jakie czekają na Panią wyzwania w niedalekiej przyszłości? Kiedy i gdzie Pani wystawę zobaczymy zarówno w kraju, jak i za granicą?

Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, od 13-27 kwietnia będę miała wystawę indywidualną w Instytucie Sztuki i Nauki w Nowym  Jorku, także w kwietniu wystawę indywidualną w Służewskim Domu Kultury, a w lipcu odbędzie się moja oraz koleżanki wystawa malarstwa, w Klubie Monta nad Wisłą. We wrześniu zamierzam z kolei wziąć udział w międzynarodowej rezydencji artystycznej w Krakowie, a potem…zobaczymy

Udało się Pani wiele osiągnąć w tak krótkim czasie. Jak wygląda sytuacja młodych artystów w Polsce i za granicą?

Sytuacja młodych artystów tuż po studiach nie należy do łatwych. W Londynie większość moich znajomych postanowiła dalej kontynuować karierę artystyczną. Wiele z nich ilustruje książki, plakaty, broszury, oraz okładki płyt. Ja też miałam sporo szczęścia, przez 6 lat ilustrowałam magazyn „Kocie Sprawy”, książkę „Przypadki Anatola F.” Piotra Frączaka, a teraz wydawnictwo chińskie chce ze mną podpisać kontrakt na książkę wydaną zarówno w Chinach, jak również w Wielkiej Brytanii. W Polsce jest jednak ciężej absolwentom ASP osiągnąć sukces w karierze artystycznej. Zbyt wiele moich znajomych wycofało się ze sztuki, poszło do pracy w biurze. Trzeba tworzyć warunki dla młodych ludzi, aby mogli się wykazać, udowodnić swoją wartość. Im więcej ludzi będzie szanowało i interesowało się sztuką, tym większe szanse, że Ci wykwalifikowani artyści będą mogli godnie zarabiać ze swojej profesji.

Gorąco dziękujemy za rozmowę i życzymy wielu sukcesów!

Ważne informacje:

Strona artystki: www.kama-arts.com

Od 6 kwietnia do 7 maja odbędzie się wystawa indywidualna Kamili Wojciechowicz w Służewskim Domu Kultury (finisaż 7 maja).

Natomiast od 13 kwietnia do 27 kwietnia odbędzie się wystawa artystki w PIASA ( Polish Institute of Art and Sciences in America) w NYC, na Manhattanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.